fbpx
Ruszył International Mentoring College w Tanzanii!

Ruszył International Mentoring College w Tanzanii!

Wydrukuj Email

W dniach 12-16 października nastąpiło historyczne wydarzenie. 31 studentów (3 siostry i  28 braci) rozpoczęło naukę w wspólnym kursie teologicznym, tworzonym przez Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne w Warszawie oraz Geita Christian College w Geicie w Tanzanii. Jest to pierwszy tego rodzaju projekt w historii naszego Kościoła i Seminarium, a konkretnie, prowadzenie w ramach naszych studiów licencjackich studiów poza granicami naszego kraju.

Jak to się rozpoczęło?

Pomysł, aby pomagać naszym programem innym pojawił się w moim sercu przy okazji pierwszej wizyty w Afryce – 8 lat temu w Ugandzie. Uświadomiłem sobie wtedy, jak bardzo uprzywilejowani jesteśmy mając nie tylko dostęp do własnego Seminarium, ale i dalszej kariery naukowej. Są miejsca, gdzie takich szkół po prostu nie ma. Są miejsca, gdzie edukacja, poprzez fakt, iż tak trudno dostępna, jest wyjątkowo droga. To oznacza, że walka o stypendia jest często bardzo okrutna, narażona na nepotyzm, i wcale nie zawsze najlepsi ją wygrywają.

Dlatego też marzyłem o tym, by nasze Seminarium, ze względu na wyjątkową sytuację posiadania zagwarantowanego w Uchwale regulującej stosunek państwa do naszego Kościoła prawa do nadawania tytułu licencjata teologii, pomogło kiedyś braciom i siostrom w takich trudnych miejscach w zmianie tej sytuacji. Podzieliłem się również tymi marzeniami i modlitwami z bratem Włodkiem Tasakiem, gdy został wybrany na nowego Rektora WBST. Przychylił się do nich i ustaliliśmy, że moim najważniejszym obowiązkiem jako Prorektora będzie właśnie tworzenie projektów międzynarodowych. Ów projekt przedstawiliśmy również Radzie Seminarium, która nie tylko go poparła, ale również zachęciła mnie do szukania ewentualnych miejsc, w których moglibyśmy taki projekt rozpocząć i zapewnił o swojej modlitwie.

Drzwi zostały więc otwarte, ale tylko z jednej strony. Kto miałby stać się naszym międzynarodowym partnerem?

Najpierw myślałem, że uda nam się zrobić coś w partnerstwie z Seminarium Baptystycznym z Budapesztu. Podpisaliśmy umowę na wspólne studia w języku angielskim, która zresztą obowiązuje – i kto wie, czy się wkrótce nie zacznie jakimś nowym projektem? Na razie jednak bracia z Węgier wstrzymali ten projekt, ze względu na jakieś swoje strukturalne potrzeby oraz fakt, iż nie uzyskali wystarczającej ilości chętnych na to, by ów projekt się w najbliższym roku rozpoczął. To jednak nie oznacza, że się z niego wycofali, a raczej, iż najwyraźniej ciągle nie przyszedł jeszcze na niego czas.

Tuż przed wybuchem pandemii – w styczniu br. - zostałem zaproszony na konferencję dla pastorów w Kenii i Zambii. Spotkałem tam przedstawicieli kościołów i szkół teologicznych z różnych krajów Afrykańskich. Jak zawsze w takich sytuacjach, rozmawiałem z braćmi o możliwości współpracy. Wielu z nich projekt współpracy z WBST się podobał, ale gotowi na poważne rozmowy byli tylko dwaj: pastor Immanuel z Rwandy i biskup Mussa z Tanzanii.

Czasu nie było wiele, ale dość, by zrozumieć, iż wszyscy uważamy projekt za istotny. Pomoc zaoferowała również jedna z amerykańskich organizacji misyjnych. W dobrych humorach i z modlitwą rozstaliśmy się, obiecując sobie dalszą pracę na internetowych łączach.

Wkrótce okazało się, że nasz projekt jest wystawiony na wielką próbę pandemii. Okazało się, że amerykańscy partnerzy nie są w stanie jakkolwiek pomóc, nie mogąc podróżować. Podobnie sytuacja w Rwandzie okazała się zbyt skomplikowana, by rozpocząć projekt w tym roku. Pozostał jako cały czas aktualny projekt tanzański.

O Tanzanii

Był to dla mnie pierwszy raz, gdy usłyszałem o Tanzanii. Powstała w 1964 roku z połączenia Tanganiki i Zanzinbaru (stąd nazwa: Tan-zan-ia). To wielki kraj, 3x większy od Polski (prawie milion kilometrów powierzchni), w którym mieszka 53 milionów osób. Co ważne, podzieleni są oni na ponad 100 różnych plemion, co w perspektywie afrykańskiej jest bardzo korzystne, a konkretnie, to oznacza że żadne z plemion nie jest dość duże, by narzucić swoją wolę pozostałym (jak to dzieje się np. w sąsiedniej Kenii, gdzie dwa największe plemiona nieustannie rywalizują o władzę, co sprawia, że każde wybory prezydenta z innego plemienia są bardzo krwawe). Jest to również kraj dość spokojny i uporządkowany, co być może wynikać z faktu, iż Tanganika (do I wojny światowej) była kolonią niemiecką. Prawo faktycznie jest tutaj przestrzegane, co widać w różnych sytuacjach formalnych. Jest to również kraj pobłogosławiony rozsądnymi prezydentami w swej historii. Żaden z nich nie próbował siłą zmieniać prawa, aby zostać prezydentem na zawsze – ale zgodnie z prawem po drugiej kadencji rezygnował z ubiegania się o urząd. Obecny prezydent 25 października będzie się ubiegał o reelekcję (piszę ten artykuł 21.10). Wygląda na to, że zostanie wybrany. Jest szanowany za uczciwość i poważne inwestycje infrastrukturalne – w drogi i mosty, co dla tak wielkiego kraju jest naprawdę potrzebne.

Warto o nim również powiedzieć w kontekście reakcji na pandemię. Jego pierwszą decyzją było ogłoszenie ogólnonarodowego 3-dniowego postu i modlitwy. Następnie powierzył Tanzanię Bogu, decydując się na to, by w żaden sposób nie ingerować w normalny bieg życia. Zaapelował jedynie o rozsądek dla osób chorych. W szczególności, podkreślił znaczenie modlitw wszystkich kościołów, apelując, aby wołały do Boga o Jego ochronę i opiekę dla Tanzanii.

Muszę przyznać, że choć jestem przecież wierzący, pierwszą moją reakcją na te wiadomości (jeszcze przed wyjazdem) był głęboki sceptycyzm. Jednak po wyjeździe mam zupełnie inne przemyślenia. Konkretnie, zastanawiam się, czy nie była to najlepsza z możliwych strategii do przyjęcia. Byłem w Tanzanii w trzech miastach, w tym dwóch największych - Dar Es Salam i Mwanzie. Rozmawiałem z mieszkańcami i widziałem życie. Nikt nie widzi żadnej różnicy. Gospodarka rozwija się stabilnie, nie ma potrzeby dorabiania szpitali ani niczego w tym stylu. Ludzie są spokojni i szczęśliwi. Oczywiście, na pewno koronawirus jest obecny, ale nie widać, aby wywierał jakiś wyjątkowy wpływ. Pomyślałem sobie więc z zawstydzeniem, że być może nie mam tak dużej wiary w Bożą pomoc, jaką ma prezydent Tanzanii. Ani Tanzańczycy, ani tym bardziej ja nie przeczymy temu, że medycyna pochodzi od Boga. Ale co z modlitwą? Wyszło na to, że bardziej wierzę w moc medycyny, niż Bożej opieki. A jak jest z Tobą?

O naszych współpracownikach

Kościół, z którym współpracujemy w Tanzanii to African Inland Church. Jest to kościół ewangeliczny i konserwatywny, prezentujący w wielkiej mierze baptystyczne poglądy (również w sprawie chrztu). Został założony na początku XX wieku przez African Inland Mission – misję ponadwyznaniową (w dużej części baptystyczną, choć nie tylko), która w latach 60. przekazała autorytet tworzących się zborów Afrykańskiemu przywództwu. Okazało się to bardzo dobrą decyzją – kościół pod przewodnictwem lokalnych liderów rozrósł się bardzo mocno, szczególnie w rejonie jeziora Wiktorii (stąd African Inland Church jest również bardzo silnym wyznaniem w Kenii). Jest to w tym obszarze kościół o najlepszej strukturze, mający swoje zbory we wszystkich miastach i miasteczkach (w całym kraju jest ich około 3000). Jeśli chodzi o członków, otrzymałem wiele odpowiedzi oscylujących między 2 a 6 milionów uczestników nabożeństw. Najwyraźniej w Afryce nikt aż tak się tymi liczbami nie przejmuje. Jeden ordynowany pastor przypada na kilka zborów; w każdym z nich pomagają mu podlegli ewangeliści. Zbory liczy się tu od przynajmniej 100 osób. Grupy gromadzące się poniżej 100 osób uważa się tutaj za „punkty misyjne” i nikt ich zbyt mocno nie liczy. W trakcie jedynej niedzieli, jaka przypadła na mój wyjazd, uczestniczyłem w nabożeństwie w zborze w Katoro koło Geity. To małe, ale dynamiczne miasteczko. Zgromadziło się w nim na niedzielnym nabożeństwie prawie 500 osób, usługiwały 4 chóry (każdy 2 pieśniami i układem tanecznym), kazanie trwało ok. 30-45 minut, a całość zakończyło podawanie ręki wszystkim uczestnikom przez pastora, kaznodzieję (i nas jako gości).

Jeśli chodzi o strukturę, AIC zapożyczyło ją od kościołów tradycyjnych, dzieląc cały kraj na diecezje, na czele których stoją biskupi. Biskupi są wybieralni, ale bez limitu kadencji. Z grona sześciu biskupów raz na 5 lat zostaje wybierany arcybiskup, który zostaje zwierzchnikiem całego Kościoła.

Tak Bóg zrządził, że na konferencji w Kenii rozmawiałem właśnie z nim. I to on właśnie mnie zaprosił, abyśmy w jego diecezji, a konkretnie w Geicie i miejscowym seminarium - Geita Christian College rozpoczęli nasz wspólny projekt edukacyjny. Zaplanowaliśmy go na 9 tygodniowych zjazdów w ciągu 3 lat. Stworzyliśmy nazwę – International Mentoring College Tanzania (i słusznie, bo faktycznie od samego początku nie tylko my, Polacy, tworzyliśmy międzynarodowy charakter, ale również studenci z Kenii).

Plany przyjazdu tworzyliśmy z wielkim niepokojem, czy wszystko się uda. Poza tym znaliśmy się naprawdę krótko, a wyzwanie było wielkie. Niemniej, zarówno z naszej, polskiej strony jak i tanzańskiej zachęcaliśmy się podejmowanymi krokami wiary. Jestem również bardzo wdzięczny prezbiterowi Irkowi Skoczeniowi za to, że zgodził się mi w tej pierwszej wizycie towarzyszyć. I tak, przy wzrastającej z każdym dniem liczbie zachorowań na koronawirusa, 9 października wylecieliśmy z Polski do Tanzanii.       

Jak przebiegła pierwsza sesja?

Przede wszystkim, wszyscy chyba odczuliśmy ulgę, że druga strona bardzo solidnie przygotowała się do projektu. Dla nas ważna była zarówno liczba studentów, jak i to, że wielu z nich to bardzo ważni i znani przywódcy. Odnowiono i przystosowano salę, warunki naszego zakwaterowania jak na afrykańskie standardy były wyjątkowo dobre – czyste pokoje, z własną łazienką i prysznicem z ciepłą wodą. Jedzenie było lokalne, bardzo sycące i zdrowe. Cały czas musieliśmy prosić o mniejsze porcje, bowiem dawano nam wszystkiego od serca i obficie.

Ze swojej strony przygotowaliśmy się równie solidnie do zajęć. Ze względu na fakt, iż był to pierwszy zjazd, głównie rozpoczynaliśmy od wprowadzeń do różnych dziedzin teologicznych, ale również zrobiliśmy – w systemie Kaznodziejstwa Ekspozycyjnego – solidne studium egzegetyczno-homiletyczne 2 Listu do Tymoteusza. Przekazaliśmy również prezenty – w które zaopatrzyła nas sieć sklepów „Złotóweczka” i za które serdecznie dziękujemy - a konkretnie solarne światła dwóch różnych rodzajów, które okazały się bardzo przydatne dla szkoły i studentów, oraz lekarstwa i plastry.

Otoczeni również zostaliśmy troskliwą opieką i w innych sprawach. W wolny dzień udaliśmy się na wycieczkę nad Jezioro Wiktorii, zadbano o to, byśmy znaleźli taniego i solidnego krawca – który uszył nam afrykańskie koszule, zawsze bezpiecznie czuliśmy się idąc na jakiś targ czy w podróżach z i na lotnisko.

W końcu, okazało się, że „chemia działa”: że nasze kultury, pomimo tak wielu różnic, okazują się na tyle podobne, że można było szczerze porozmawiać, pożartować, a zadzierzgnięte więzi mogą okazać się trwałymi przyjaźniami. We wszystkim zaskakująca była postawa arcybiskupa, który nie tylko poświęcił swój czas by być z nami przez cały tydzień, ale również często tłumaczył nasze wykłady z angielskiego na swahili, a pod koniec tygodnia zaprosił nas do swojego domu na kolację. We wszystkim odczuwaliśmy wdzięczność za nasz przyjazd, radość, ale również satysfakcję, że faktycznie, treści przez nas nauczane są pożyteczne i solidne.

O co można się modlić i jak pomóc?

Przede wszystkim bardzo proszę o modlitwę o następny zjazd – pod koniec stycznia. Mam nadzieję, że sytuacja w Polsce na to pozwoli, abyśmy mogli się tam udać. Z tego, co wiem, liczba chętnych by dołączyć do programu stale wzrasta i zdecydowaliśmy się, aby drugi zjazd rozpocząć od powtórzenia pierwszego – i by przez to grupę studentów jeszcze zwiększyć. To oznacza różne logistyczne wyzwania. Ale cieszy. Będę bardzo wdzięczy za pamięć o tych wszystkich ważnych sprawach.

Projekt można również wspierać przez różne dary, które możemy ze sobą zawieść, czy wsparcie tłumaczenia książek na swahili, czy w końcu wsparcie polskich nauczycieli w kosztach lotu. Choć mamy nadzieję, że pod koniec pierwszego roku będzie to projekt całkowicie pokrywający koszta polskiej strony, a nawet przynoszący naszemu Seminarium pewne symboliczne wpływy, początki są trudne i wymagające. W końcu, możemy również jako Polacy stworzyć plan stypendialny dla najlepszych studentów – dzięki któremu ich koszta studiów moglibyśmy pokrywać w 50%. Byłoby to na pewno dla nich wszystkich zachętą.

W końcu, módlmy się o to, czego przewidzieć nie można. O mądrość, odwagę, siły, zdolności i wyposażenie do tego, by to partnerstwo było dla nas obopólną wielką zachętą. Aby Bóg, zgodnie z Efezjan 3:20 sprawił „daleko więcej ponadto wszystko, o co prosiliśmy albo o czym myślimy”, Amen.

image
image
image

image
image
image


Więcej w tej kategorii: « Prezbiter Igor Barna (1942-2020)