Więcej miłości

Ostatnio znowu kupowałam książki. Uświadomiłam sobie, że niektóre tytuły wielokrotnie kupuję co jakiś czas. Mam swoje ulubione pozycje. Jednak ktoś słusznie zauważy, że przecież książki to nie ulubione czekoladki, które zjadam i trzeba kupić nowe, by móc nadal je mieć pod ręką. Zdaję sobie sprawę, że na podstawie operacji bankowych moją kartą płatniczą powstaje mój profil - co kupuję, co zjadam, gdzie bywam, co czytam. Pewnie te moje książkowe zakupy nieco zaburzą mój profil… ciągle te same książki? Jednym z powodów kupowania po raz kolejny tych samych książek jest chęć obdarowywania nimi moich przyjaciół. Jest też i inny powód kupowania po raz kolejny tych samych pozycji. Te moje książki, pożyczone innym niestety nie wróciły do mnie, a ja chcę je mieć na swoich półkach. Więc je kupuję jeszcze raz. I jeszcze raz… Mamy w naszym domu korkową tablicę ogłoszeń. Przypinam do niej karteczki z planowanymi terminami wizyt u lekarza, fryzjera. Karteczki z zobowiązaniami wobec innych, chwilowymi długami, z tytułami pożyczonych płyt, filmów, książek i ich właścicielami, by pamiętać o oddaniu ich. Niekiedy zapisuję też tytuły książek, które ktoś pożycza ode mnie. Te zapiski z jednej strony mają mi pomagać w wywiązywaniu się ze swoich zobowiązań wobec innych. To niekiedy też pomaga wrócić mojej książce do mnie, by następnie pójść do czytania w inne ręce…

W Liście do Rzymian Paweł nakazuje, aby nic nikomu nie być winnym. To znaczy, że wszelkie materialne zobowiązania należy spłacać jak najszybciej, by nie pozostawały na liście zadłużeń. Ta moja tablica może mi w tym pomagać. Mogę odpinać karteczki spraw załatwionych, zapłaconych zobowiązań, karteczki z tytułami oddanych filmów, płyt czy książek. Mogę skreślić z listy spraw te załatwione, by już do nich nie wracać, Jednak ten nakaz brzmi w całości: komu podatek, podatek; komu cło, cło… nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej; kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił (Rzym 13:7-8). Lubię mieć na liście spraw do załatwienia skreślenia, odhaczenia „ptaszki”, które mi mówią - załatwione! Daje to poczucie sprawczości i poczucie porządkowania spraw. W przypadku skreśleń przy długach, kredytach, zobowiązaniach pojawia się uczucie ulgi, zdjęcia ciężaru myślenia o tym zobowiązaniu. Załatwione! Spłacone! Oddane! Paweł jednak wyraźnie odróżnia długi i materialne zobowiązania, które mogę i powinnam zamknąć i spłacić do końca, od tego, czego nie należy zamykać i nie należy skreślać, nie należy kończyć przysłowiowym „ptaszkiem”. Są to nasze relacje z ludźmi, z bliźnimi. Często próbujemy traktować nasze więzi jak owe sprawy do załatwienia, do odhaczenia. Zapisujemy sobie w kalendarzach, na naszych tablicach ogłoszeń: zadzwonić do Basi, odwiedzić Teresę, zaprosić Nowaków, kupić prezent Zosi, pomodlić się o Marysię… I z łatwością odhaczamy odbyte spotkania, rozmowy, modlitwy… Załatwione?! Patrzę na mój kalendarz. Odbyte spotkania, przeprowadzone rozmowy, zaniesione modlitwy. Jest pokusa, by traktować to, jako zamknięcie tematu relacji. Zdarza się nam oddawać prezent za prezent. Przysługę za przysługę. By nie być dłużnikiem w relacjach. Paweł nam jednak podpowiada, że nasze relacje są wiecznie nie do odhaczenia, nie do zamknięcia. Nie można traktować drugiego człowieka, jako sprawy do załatwienia, do której się już nie wraca. Miłości nie da się traktować jak długu do spłacenia co do grosza. Miłość ma bowiem takie wymiary i przestrzenie, że nigdy nie ma końca.

Warto się wciąż i wciąż przyglądać tematowi miłości. Bowiem ten Pawłowy nakaz miłości bliźniego sięga jeszcze czasów Mojżesza, kiedy to Bóg nakazał Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego (3 Moj.19:18). Pan Jezus powtarza wielokrotnie to przykazanie miłości. Jednocześnie nadaje inny, nowy wymiar temu nakazowi. Mówi bowiem, nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem, abyście się i wy wzajemnie miłowali. (Jan 13:34). Poznajemy odmienność Bożej miłości od naszej ludzkiej. On nas umiłował, kiedy byliśmy grzeszni, dalecy, zbuntowani. Cechy i charakter tej miłości odkrywamy na kartach Ewangelii w dziele Jezusa. Jest wzorzec miłości doskonałej, większej miłości nikt nigdy nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (Jan15:13). Albowiem tak Bóg umiłował świat…(Jan 3:16). Pan Jezus modlił się o swoich naśladowców do Boga Ojca: … gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata. … I objawiłem im imię Twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich (Jan 17:24.26). Żarliwa miłość Boga do każdego z nas jest wyrażona poprzez Jezusa Chrystusa. Przyjmując Jezusa, przyjmujemy miłość Boga Ojca, który mówi: Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę (Jer.31:3).

To właśnie miłość ma być znakiem rozpoznawczym naśladowców Jezusa. Po tym wszyscy poznają żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie (Jan 13:35). Będąc uczniem Jezusa jestem zobowiązana, by kochać. Wyraźnie czytamy: Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 Jan 4:20-21).

Słowa modlitwy Jezusa, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich (Jan 17:26), budzi pytania o miłość? Mamy tak wiele ludzkich koncepcji miłości. Wiele zranień, krzywd, zdrad człowiek dokonuje właśnie w imię rzekomej miłości. Bardzo czytelnym opisem miłości Bożej jest hymn o miłości z Listu do Koryntian. Warto go traktować jednak nie jako hymn, jedynie do wyśpiewania na stojąco, ale jako praktyczne wskazówki, odpowiedź na pytanie - jak kochać. Człowiek kochający miłością z góry łagodnie reaguje na trudności, dostrzega potrzeby innych, nie zazdrości, nie próbuje robić wrażenia na innych, jest pokorny, pozbawiony egoizmu, nie traci panowania, szczerze przebacza doznane krzywdy, nie karmi się złem, odczuwa radość w czynieniu dobra, wspiera i zachęca w sytuacjach problemowych, ufa, dostrzega potencjał w drugim człowieku, jest pełen nadziei, jest wytrwały w przezwyciężaniu trudności, nie załamuje się, jest godny zaufania (1 Kor 13:4-8).

Miłość do Boga wyraża się w miłości do bliźniego i jest jednocześnie wypełnianiem Bożego prawa. Kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił. Przykazania bowiem: nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszelkie inne w tym słowie się streszczają: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość bliźniemu złego nie wyrządza; wypełnieniem więc zakonu jest miłość (1 Kor 13:9-10). Kocham Boga na tyle, na ile kocham ludzi. Nie jedynie tych odległych w Afryce czy w Chinach, ale tych bliskich wokół mnie. Celem ostatecznym miłości pochodzącej od Boga jest przyprowadzić drugiego człowieka do relacji z Nim, który jest źródłem wszystkiego i nadanie naszym relacjom właściwego charakteru. I nie chodzi o tzw. bombardowanie miłością niewierzących jedynie do czasu, aż ktoś przyjmie ewangelię. Nasze wzajemne relacje mają ciągle przyprowadzać nas do Boga, i zbliżać do siebie. Jak czytamy: „baczmy jedni na drugich w celu pobudzania się do miłości…” (Heb 10:24).

Niejednokrotnie postawilibyśmy „ptaszka”, czy krzyżyk na pewnych relacjach. Chciałoby się je usunąć z życiowej tablicy spraw do załatwienia. Chcielibyśmy je skreślić, jako nieaktualne sprawy, którymi już nie należy sobie zawracać głowy. Jednak nie da się tak zrobić będąc uczniem Jezusa. Inni mogą mnie skreślić ze swojej listy. Jednak ja nie mam prawa nikogo skreślić. Powinność, by kochać nie ustaje. Podczas pewnego kazania usłyszałam słowa, które mnie dotknęły: nie ważne ilu ludzi odeszło od ciebie; ważne od ilu ludzi ty odszedłeś. Czy próbujesz odejść? Moją powinnością jest wracać. Nie odchodzę od człowieka. Jestem jego dłużnikiem. Tym długiem, zobowiązaniem wobec niego jest miłość. Bo miłość nigdy nie ustaje. Po raz kolejny zamawiam te same książki …