Być nauczycielem

Ostatnio moja bliska znajoma z USA, w dniu urodzin swojego męża, umieściła życzenia urodzinowe oraz zdjęcie męża siedzącego przy komputerze. Poza tym napisała post, w którym wyraża wdzięczność za to, jakim jest mężem i ojcem dla ich dzieci. Za jego postawę odpowiedzialności i zaangażowania w wychowanie synów, za wspieranie ich w rozwoju. Z jej słów wynika, że zdjęcie męża nie jest bynajmniej kadrem z gry przy komputerze. To nocna praca, przygotowanie do kolejnego roku szkolnego w roli głównego nauczyciela ich synów, w domowej edukacji.

Za nami czas wakacji, odpoczynku od szkoły. W tym roku były one wyjątkowo długie i monotonne. Dzieci bowiem opuściły szkolne budynki już w marcu. Szkoły naprędce organizowały zdalne nauczanie. Sporo dzieci długo pozostało w domu, błąkając się, bez zajęć szkolnych, bez zorganizowanych zajęć sportowych, bez kółek zainteresowań. A i wakacje były bez obozów i kolonii. Wszystko zostało zrzucone na głowę zaskoczonych rodziców.

Od dawna szkoły, przedszkola traktowane są jak jedyne miejsca, gdzie należy umieścić nasze dzieci, aby mogły się właściwie rozwijać. Już trzylatki mają przywilej zabawy w grupie rówieśników. Sześciolatki zaś na poważnie rozpoczynają swoją naukę. Możliwość bezpłatnej edukacji traktujemy nie tylko, jako wspaniały przywilej, ale też, jako normę. Tak bardzo oswoiliśmy się z faktem, że to właśnie szkoła uczy, wychowuje, opiekuje się, kształtuje charaktery naszych dzieci, że nie potrafimy sami zapanować nad własnymi pociechami bez jej udziału.

Wiosenne niespodziewane zamknięcie szkół i odesłanie dzieci do domów okazało się ogromnym wyzwaniem zarówno dla nauczycieli, jak i dla rodziców. Bo oto przy pomocy współczesnych technologii dzieci miały mieć zajęcia lekcyjne, kiedy to i nauczyciel i uczeń pozostają w domu. Często brak sprzętu uniemożliwiał kontakt dziecka z nauczycielem. W pośpiechu uruchamiano specjalne dotacje na zakup sprzętu dla dzieci i szkół bez laptopów i bez internetu tak, by mogły być prowadzone zajęcia w ramach „zdalnego nauczania”. Nauczyciele pośpiesznie poszerzali swoje kwalifikacje w zakresie obsługi stosownego oprogramowania. Ale skoro nauczanie jest zdalne to nie widać, kto odrabia zadania domowe. Jedna z moich znajomych matek przyznała, że odrabiała lekcje za swoich synów, żeby tylko przeszli do następnej klasy. W zdalnym nauczaniu nie widać, czy przysłowiowy Jaś czy Marysia faktycznie uważa podczas lekcji. A może się z niej po prostu urwał i nauczyciela zostawił z wcześniej przygotowanym nagraniem. Jednym słowem istna zabawa w kotka i myszkę. Czy uda się przechytrzyć nauczyciela?

Przez wieki rodzicom i dzieciom skutecznie wpajano, że nauka odbywa się w szkole. Zostaliśmy zaopiekowani przez państwo. Powstały rozbudowane systemy nauczania, które biorąc pod uwagę etapy rozwoju dziecka, mają jak najskuteczniej wdrażać pożądane, zdaniem specjalistów, treści w głowy dzieci. Uwierzyliśmy, że już bycie elementem tego systemu, że samo chodzenie do szkoły jest równoznaczne ze zdobywaniem wiedzy, z rozwojem we właściwym kierunku. Słyszałam niedawno reakcję pewnej matki, której wychowawca zwrócił uwagę, że jej ośmiolatkowi należy pomóc, że nie nadąża za innymi. Był to głos pełen pretensji, „przecież po to mój syn chodzi do szkoły, żeby mu pomogli, ja w końcu po to go tam posyłam żeby się nim zajęli jak trzeba…”, w domyśle, bez zawracania mi głowy. Dzisiaj państwo poprzez wypracowany system edukacji po cichu przejęło rolę rodziny tak, by rodzina mogła się zająć czymś poważniejszym niż nauczanie i wychowywanie dzieci.

Jednak ostatnie okoliczności pokazały wyraźnie, że ten system nie do końca działa. Dzisiaj już chyba żaden z licealistów nie podchodzi do matury jedynie w oparciu o nauczanie w szkole, bez podparcia się prywatnymi korepetycjami. W tym roku co czwarty maturzysta nie zdał egzaminu dojrzałości. Zamknięcie szkół obnażyło również fakt, że uczniowie będąc w systemie pilnującym, kontrolującym, podpierającym, sami nie potrafią uczyć się poza szkołą, są niesamodzielni, mają kłopoty z samodyscypliną. A z nowym rokiem szkolnym czekają na ucznia bardziej sfrustrowani nauczyciele, zmuszani do organizowania pracy, tak by przestrzegać mnożone coraz to nowe procedury. Regulaminy, zestawienia, tabele, programy naprawcze, dyrektywy w naszym systemie nauczania, to wszystko zdaje się gubić indywidualnego ucznia. Toczą się dyskusje nad wyższością sytemu nauczania w Finlandii, Francji czy USA nad naszym polskim. Powstają alternatywne szkoły prywatne prowadzące nauczanie dzieci według coraz to nowszych metod tak, by jak najlepiej przygotować młodych do „wszelkiego dobrego dzieła”. Gdzie znaleźć dobre nauczanie?

Mam w pobliskiej wsi zaprzyjaźnione rodziny, gdzie zaopatruję się w jajka i warzywa. W domach tych są dzieci i nastolatki z tej samej szkoły. W jednym z nich chłopaki, jak zamrożeni, siedzą w ogólnodostępnej otwartej jadalni, przy wielkim ekranie i grają. Uczestniczą w wyścigach samochodowych, w sportowych zmaganiach… ruszając jedynie kciukami. Wcielają się w rolę gangsterów grając w GTA. Jest ogród i duże podwórko. Jest drewniany domek, w którym jak mówią dawno zamieszkały pająki, bo chłopców tam nie ma… W innym, sąsiednim gospodarstwie nastolatek z długimi włosami związanymi w kitkę, prężąc się niczym młody gospodarz zajmuje się pracą przy zwierzętach, pracą w ogrodzie. Poi i karmi inwentarz, biega z taczką. Pod okiem ojca i dziadka rozwija swoje zamiłowania do mechaniki próbując swoich sił przy naprawie maszyn rolniczych. Pomimo, że obie mamy z utęsknieniem czekały na powrót swoich pociech do „normalnych” zajęć w szkole, to jakość życia tych dzieci dorastających po sąsiedzku w czasie izolacji, w czasie nieczynnej wiejskiej szkoły i w czasie wakacji - jest wyraźnie odmienna w tych rodzinach.

Czym jest dobre nauczanie? W tych ostatnich miesiącach ciśnie się coraz więcej pytań o właściwą edukację dzieci i młodzieży, o ich przyszłość i przygotowanie do dojrzałego, mądrego życia. Nie szukajmy odpowiedzi na pytanie o nauczanie dzieci jedynie w poziomie, w pakiecie coraz to szerszej oferty edukacyjnej. Nie przestawajmy patrzeć w górę. Czytamy bowiem, że „całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany (2 Tym. 3:16-17). Jak czytamy u Salomona, „Synu mój, słuchaj pouczenia swojego ojca i nie odrzucaj nauki swojej matki” (Przyp. 1:8). My jako ojcowie i matki, wujkowie i ciocie, dziadkowie i babcie jesteśmy powołani do bycia nauczycielami. Pamiętając, że nasze codzienne działania są lekcją dla młodych w naszej bliskości. Nie oddawajmy bezwiednie naszych dzieci w ręce bezosobowego systemu nauczania. Bądźmy osobami mającymi wpływ, osobami znaczącymi w życiu młodych ludzi.

Podlewając z wnukami mój ogród, opowiadam o stylu życia ślimaków czy motyli. Piekąc z nimi bułki, mówię o procesie namnażania się drożdży. Kisząc ogórki, równolegle przeprowadzam pierwsze lekcje botaniki na grządkach, o budowie kwiatów, o powstawaniu owoców. Pośród domowych działań szukam chwili na kreatywną zabawę i książki. Dziękuję Bogu za ten czas, kiedy mogę być nauczycielem dla moich wnucząt. Dzięki technologii możliwe jest tez dzisiaj zdalne nauczanie. Czytając na facebooku o nocnej pracy młodego ojca, nauczyciela swoich dzieci, myślę, że wszystko co wartościowe wymaga czasu i zaangażowania. Ale też widzę, że ten ojciec nie oddaje szybko swoich synów, by ktoś obcy ukształtował ich charakter.

Łapmy chwile, kiedy możemy mieć wpływ na drugiego człowieka. Wsłuchajmy się w ich pragnienia, potrzeby. Korzystajmy z domowych sposobów. Pomóżmy odkryć obdarowania. Okażmy serce. Jak bowiem się okazuje ważny jest nie tylko temat przeprowadzonej lekcji, ale ważna jest również postawa nauczającej osoby. Ważne są więzi, jakie się tworzą między uczniem a nauczycielem. Paweł, który był nauczycielem dla wielu, traktował swoich uczniów jak synów. Jednego z nich, umiłowanego Tymoteusza, zachęcał w swoim „zdalnym nauczaniu” słowami: „trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które mogą cię obdarzyć mądrością, ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa” (2 Tym 3:14-15). Dobrze jest mieć udział w procesie rozwoju drugiego człowieka. Do tego potrzebne jest serce. Paweł wyraźnie docenia fakt, że jego umiłowany Tymoteusz przeszedł też szczególnie wartościowe „nauczanie domowe”. Pisze on, „przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje” (2 Tym. 1:5).

Pamiętajmy, że prawdziwa mądrość pochodzi z góry (Jak a3:13-17). Bądźmy dla ludzi, których Pan Bóg stawia na naszej drodze, zarówno tych młodszych jak i starszych, zaangażowanymi i aktywnymi nauczycielami, zarówno w „nauczaniu domowym” jak i w „zdalnym nauczaniu”, ucząc ich przestrzegać tego wszystkiego, czego uczy nas Jezus.