Boża moc

Maj. Naturalnie o tej porze roku cieszymy się rozkwitającą naturą spacerując, robiąc piesze wycieczki, jeżdżąc na rowerze. Naturalnie zwykle tak się dzieje, że wiosną zwiększamy swoją aktywność fizyczną, by zyskać siły na kolejne miesiące. Wiosna to dobra pora, by spędzać czas z bliskimi i znajomymi w terenie organizując pikniki, wspólne wyprawy. Zostaliśmy bowiem stworzeni tak, że właśnie aktywność fizyczna zwiększa naszą energię życiową. Ruch wspiera koncentrację i pracę mózgu, poprawia zdrowie oraz ogólne samopoczucie, stymuluje wytwarzanie endorfin, które wprawiają nas w dobry nastrój. Przebywanie na świeżym powietrzu, na słońcu umożliwia również produkcję witaminy D, która jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania. Przebywanie z innymi ludźmi na łonie natury odświeża nas i napełnia energią.

Zawsze tak było wiosną… Jednak ta wiosna jest nietypowa. Od wielu tygodni z powodu koronawirusa jesteśmy zatrzymani w naszych domach. Jeszcze niedawno obowiązywał zakaz spacerowania, zakaz wchodzenia do lasów i parków. Mamy trudności z normalnym oddechem z powodu nakazu zakrywania twarzy i nosa maseczkami, kominami z tkanin. Krążące auta lokalnych władz, przez megafon, nawołują do pozostania w domach. To sprawia, że brakuje nam tak potrzebnego ruchu, brakuje nam życiodajnego słońca. Ponieważ obowiązuje zakaz zgromadzania się, brakuje nam również ożywczych relacji z innymi ludźmi.

W otaczającym nas świecie obowiązuje zasada, która nie podlega dyskusji, aby żyć, aby normalnie funkcjonować, by zwyczajnie przetrwać – potrzebna jest siła, potrzebna jest nam energia. Zarówno ta wewnętrzna, płynąca z woli i ludzkiego ducha, jak też ta naturalna – fizyczna, niezbędna do normalnej egzystencji. Potrzebujemy codziennego wzmocnienia i nabierania sił. Skąd czerpać tę życiodajną siłę? Jak zwiększać swoją energię? Patrzymy na te trudne okoliczności pod kątem zakazów, ograniczeń. Zostały zamknięte pływalnie, siłownie i inne kluby sportowe. Z zasłoniętymi twarzami, oddaleni od siebie, dostrzegamy, że zostały nam zabrane narzędzia, by utrzymywać się w dobrej kondycji psychofizycznej.

Podobnie patrzymy na te ograniczenia w kwestiach naszej kondycji duchowej. Zabrano nam możliwość niedzielnych zgromadzeń, czy organizowania grup biblijnych. Odwołane zostały wszystkie planowane konferencje. Odebrano nam nasze podstawowe narzędzia czerpania sił. Tak często przecież mówimy, że niedzielne, cotygodniowe spotkania w gronie innych wierzących, czy konferencje są ładowaniem naszych duchowych baterii.

Jednak spoglądam uczciwie na swoje sportowe działania. Kiedyż to byłam na siłowni? A basen? Czy naprawdę mam wykupiony karnet? Moje buty do biegania nadal nieruszone… Zgodnie z rekomendacjami WHO dorośli, czyli osoby między 18 a 64 rokiem życia, powinni przeznaczać co najmniej 150 minut tygodniowo na wysiłek fizyczny o umiarkowanej intensywności. Jakie są realia? Według raportu MultiSport Index w 2018 aż 62% dorosłych Polaków podejmowało aktywność fizyczną tylko raz w miesiącu. Znajdujemy się na szarym końcu listy narodów europejskich, które aktywnie spędzają czas. I tak naprawdę specjaliści mówią, że to małe codzienne, regularne ćwiczenia są tym, co wzmacniają i dodają nam sił witalnych. Chodzi o zdrowe nawyki. Okazuje się, że codzienny piętnastominutowy zestaw ćwiczeń, kilka przysiadów, czy taniec do dynamicznej muzyki są dużo lepsze od jednorazowego, okazjonalnego sportowego zrywu raz w miesiącu. Z uśmiechem i zrozumieniem oglądam zatem swoją sąsiadkę jeżdżącą rowerem wokół swojego domu na niewielkiej działce. W sieci, oprócz żartobliwych filmów, o pływaniu bieganiu, czy jeździe na rowerze w domowych warunkach, pojawia się sporo poważnych instrukcji i propozycji przeprowadzenia rzetelnych treningów i ćwiczeń. Trenerzy zachęcają do codziennych ćwiczeń, które nie wymagają specjalnych akcji. Pojawił się program aktywności fizycznej w domu, zatytułowany „rusz się Polsko”. Ja sama zatem korzystam z tych narzędzi, jakie mam pod ręką. Wyciągam więc swoją matę i wykonuję ćwiczenia, które rozciągają i wzmacniają moje ciało. Biegam za wnukami, schylam się do grządek, bo to dodaje mi sił witanych. Wyciągam ręce ku górze. To mnie fizycznie wzmacnia.

Czyż nie jest podobnie z naszą duchową kondycją? Mojej bliskości z Bogiem i Jego ożywczej Mocy nie doświadczę jedynie w oparciu o cotygodniowe nabożeństwo, grupę biblijną, czy konferencję. Mamy tak wiele różnych innych narzędzi, które wzmacniają mnie duchowo. Osobiste spotkania z Bogiem. Zatrzymanie się na chwilę w rozważaniu, medytacji nad Bożym Słowem, wsłuchanie się w Jego głos. Nie chodzi jedynie o wielkie publiczne wydarzenia. Chodzi o regularne codzienne bycie w Bożej obecności. Bill Hybels w jednej ze swoich książek pisze, jeśli chcesz mieć lepszy kontakt z Bogiem konsekwentnie przeznaczaj na spotkanie z Nim piętnaście minut dziennie. Wejdź w codzienny rytm spotkań z Bogiem. Będziesz zaskoczony tym, jak potężny wpływ na twoje życie mogą mieć takie krótkie spotkania z Nim. Mogę również nadal utrzymywać relację z bliskimi z kościoła, korzystając z mediów. I nie chodzi bynajmniej o przesyłanie gotowych obrazków i uśmiechów. Każda relacja wymaga czasu i zaangażowania. Czy wiem, z czym się zmagają się moi bracia i siostry? O co mogę się modlić? W czym mogę pomóc? Kogo pocieszyć?

Obecna trudna sytuacja, brak rzetelnej informacji, bezradność wobec okoliczności sprawiają, że czujemy się niepewni jutra. Jesteśmy stawiani wobec coraz to nowych zasad obowiązujących w związku z koronawirusem, który od kilku miesięcy zdaje się rządzić światem. Tak bardzo potrzebujemy Bożego wzmocnienia, Jego mocy, Jego Ochrony. On jest niezmiennie Królem, Tym, który prawdziwie panuje.

Przyglądając się życiu bohaterów wiary dostrzegam prawidłowość, że to właśnie trudne okoliczności są tym, co umożliwia manifestację Bożej mocy. Przykładem bohatera wiary, który doświadczał Bożego wzmocnienia jest apostoł Paweł. Z jego listów dowiadujemy się o wielu sytuacjach, w których doświadczał on szczególnego działania Boga. Czytamy o uwięzieniu, chłostach, skrajnym zagrożeniu, zamachach na jego życie, o cierpieniu z powodu głodu, niedosypianiu, zimnie, zniesławieniach (2 Kor. 6:3-10 oraz 11:23-30). Te sytuacje, w których Paweł dochodził do kresu ludzkich możliwości, zmuszały go do całkowitego zawierzenia Bogu. W tych momentach dostrzegał swoją słabość, ludzką kruchość i niezdolność do przetrwania. Wtedy też doświadczał cudów Bożej Opatrzności, Bożego wzmocnienia – to właśnie była droga apostoła do wymiany swoich słabości na moc i siłę pochodzące od Boga.

Paweł z przymusowego odosobnienia z zamknięcia pisze słowa, nauczyłem się poprzestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony i głód cierpieć; obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie (Fil 4:11-13). Niech te słowa Pawła będą dla nas zachętą do codziennego ćwiczenia się w każdych okolicznościach i czerpania z Mocy, która jest dostępna w Chrystusie.

Za Pawłem powtórzę zatem z wiarą, że Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale w Chrystusie Jezusie (Fil 4:19).

Wyciągając ręce ku górze zaśpiewam, Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan. Moja tarcza i moja moc, On jest mym Bogiem. Nie jestem sam. W Nim moja siła. Nie jestem sam...