Chodźcie, zaspiewajmy Panu!

Na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1977 roku młody wtedy aktor Jerzy Stuhr zaprezentował bardzo dowcipny utwór recytatorsko-wokalny, który zaczynał się tak:

„Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie oto chodzi, jak co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi”.

To nie jest aluzja do kwalifikacji muzycznej chórzystów, którzy przybyli do Warszawy na jubileusz 100-lecia chóru I Zboru Kościoła Chrześcijan Baptystów w Warszawie połączony z kolejnym przeglądem chórów naszego Kościoła. To raczej nawiązanie do tematu mojego dzisiejszego, okolicznościowego kazania, w którym chciałbym wykazać, że nie chodzi o to, że śpiewać każdy może, ale że każdy wierzący człowiek śpiewać musi i powinien. Jak i dlaczego ma to czynić? Oto tytuł dzisiejszego kazania: „Chodźcie, zaśpiewajmy Panu!”. Podstawą naszych rozważań jest Psalm 95,1-8a:

„Chodźcie, zaśpiewajmy Panu! Wznieśmy okrzyk na cześć Opoki naszego zbawienia!
Przyjdźmy przed Jego oblicze z wdzięcznością,
Wznieśmy do Niego głos w naszych pieśniach. Gdyż Pan jest Bogiem wielkim,
Jest wielkim Królem, przewyższa wszystkich bogów (…).
Podejdźcie! Pokłońmy się, oddajmy Mu hołd! Uklęknijmy przed Panem, naszym Stwórcą.
Gdyż On jest naszym Bogiem, my – ludem z Jego pastwisk.
Jesteśmy trzodą, której nie wypuszcza z rąk.
Dziś, jeśli usłyszycie Jego głos, nie znieczulajcie swoich serc…”

Zauważmy, że na początku Psalmu 95 jego autor definiuje, DLA KOGO mamy śpiewać! Ludzie bowiem często śpiewają sobie pod nosem, czasem nucą kołysanki swoim dzieciom lub wnukom. Artyści śpiewają dla swoich muz, dla swojej publiczności i fanów. A my, ludzie wierzący, komu powinniśmy dedykować swoje pieśni - te indywidualne oraz te, śpiewane w kościele czy w chórze?

Psalmista odpowiada: „Zaśpiewajmy PANU” (w. 1a) – czyli JHWH. Jest to najświętsze imię Boga – JESTEM, KTÓRY JESTEM: od zawsze i na zawsze ten sam, taki sam, w którym jest istota i esencja życia, bo jest życiem, dawcą wszelkiego życia i który jest miłością!

Następnie Dawid dodaje, że nasze pieśni powinniśmy dedykować Bogu, który jest Opoką naszego zbawienia (w. 1b). Tak mogą zaśpiewać ludzie zbawieni dzięki ofierze Pana Jezusa złożonej na krzyżu. To On jest opoką, fundamentem naszej pewności zbawienia, która wynika z Jego pewnych obietnic oraz z naszej szczerej wiary i miłości do Tego, który nas zbawił. Świadomość naszego zbawienia nie pozwoli nam milczeć. Będziemy śpiewać w duchu z wielkiej wdzięczności za wielki dar wiecznego życia!

Śpiewajmy wielkiemu Bogu i wielkiemu Królowi (w. 3) – dodaje Dawid. To oznacza, że tylko ludzie wiary mają poczucie proporcji pomiędzy wielkim Bogiem, a ich własną małością. To sprawia, że czujemy się prawdziwie pokorni, czujemy wielki respekt przed Nim i jesteśmy zafascynowani faktem, że my, mali ludzie, mamy dostęp do wielkiego Boga i wielkiego Króla naszych serc. Nie sposób nie śpiewać dla Niego najbardziej wzniosłych i z serca płynących pieśni. Nie ma większego i nie ma innego BOGA!

Mamy śpiewać naszemu Stwórcy (w. 6) – mówi dalej Psalmista. Czyż nie zdumiewa nas prosta prawda, że Pan Bóg zechciał nas stworzyć, bo przecież mogliśmy nie zaistnieć. Ale On chciał i On postanowił, abyśmy pojawili się na tej ziemi. Po co? Przede wszystkim po to, by oddawać Mu chwałę i cześć. Tego przede wszystkim od nas oczekuje! Kiedy więc śpiewamy dla Niego, to tak jak byśmy podwójnie się modlili!

Śpiewajmy naszemu Bogu, który jest naszym Pasterzem – czytamy dalej (w. 7). „Pan jest moim Pasterzem” – to wyznanie prawdziwych Bożych dzieci. Jesteśmy owcami na jego pastwiskach, „trzodą, której nie wypuszcza ze swoich rąk”. Obietnica Jezusa dla nas, Jego owiec, brzmi: „Daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Mój Ojciec, który mi je dał, przewyższa wszystkich i nikt nie zdoła ich wydrzeć z ręki mego Ojca” (J 10,28-29). To również wielki powód, by śpiewać naszemu Panu codziennie, z szczerą wdzięcznością, zachwytem nad Jego dobrocią i opatrznością!

Autor Psalmu 95 uczy nas również, JAK powinniśmy śpiewać Panu. Już na początku Psalmu Dawid powiada: „Zaśpiewajmy razem” (w. 1a). Ważną częścią naszej duchowej wspólnoty jest wspólny śpiew. To forma - choć nie jedyna - uwielbienia dla Pana, które powinno wybrzmieć na każdym nabożeństwie czy spotkaniu. Z serc i ust nas wszystkich – bez względu na to, czy mamy słuch muzyczny, czy nie! Chodzi tu o naszą szczerość przed Panem! Śpiew w chórze wymaga trochę więcej: słuchu muzycznego, poczucia rytmu i słyszenia harmonii. Nie tylko tego, żeby wszyscy ruszali ustami tak samo. Przydałoby się również, żebyśmy patrzyli na dyrygenta i słuchali go. Poza tym śpiew w chórze wymaga zdyscyplinowania na próbach i wysiłku, ale końcowy efekt jest wspaniały.

Miałem zaszczyt śpiewać w chórze zboru warszawskiego przez osiem lat. Przeżyliśmy wiele wzniosłych nabożeństw i uroczystości, ale dwa obrazy zapamiętałem szczególnie. Pierwszy – to nasz udział wraz z chórem białostockim w ewangelizacji Billy Grahama w październiku 1978 roku, kiedy śpiewaliśmy razem wobec tysięcy słuchaczy ewangelii. Drugi – to nasz występ w sali koncertowej Filharmonii Berlińskiej dnia 20 maja 1984 roku wraz z innymi chórami i orkiestrami chrześcijańskimi z różnokulturowych kościołów Berlina Zachodniego. Śpiewaliśmy dla ponad dwóch tysięcy słuchaczy! Najwspanialsze było jednak to, że śpiewaliśmy dla Boga i Jego chwały, w myśl hasła tego koncertu: „Cały świat wielbi Ciebie, Panie”.

Psalmista Dawid zachęcał ludzi: „Wznieśmy okrzyk na cześć Opoki naszego zbawienia (w. 1b). Wiemy wszyscy, że w interpretacji pieśni chóralnych ważna jest dynamika. Sztuką jest zaśpiewać piano czyli cicho, ale ważne są również momenty kulminacyjne wymagające zaśpiewania forte, a więc głośno i majestatycznie. Psalmista nawołuje nas do ekspresji w naszych pieśniach, gdzie trzeba czasem wznieść okrzyk zachwytu na cześć naszego Boga i Zbawiciela. Bo nic bardziej cennego od zbawienia nie otrzymaliśmy od Boga! Śpiew rachityczny, bez wyrazu i zaangażowania naszej duchowej wrażliwości – nie ma żadnej wartości w oczach Boga.

„Przyjdźmy do Boga z wdzięcznością” (w. 2a) – przypomina autor Psalmu 95. W kościołach śpiewamy różne pieśni: modlitwy lub opisy łaskawości i piękna naszego Ojca w niebie albo naszej więzi z Nim. Najbardziej wzniosłe są jednak zawsze pieśni wdzięczności – docenienia tego, w jaki sposób Pan Bóg ubogaca nas codziennie! Jeśli takich pieśni brak w naszych sercach, to wtedy stajemy się rozkapryszonymi dziećmi, strasznymi niewdzięcznikami, roszczeniowymi malkontentami wciąż obrażającymi się na Boga, stroniącymi fochy rozczarowanymi buntownikami, którzy w końcu stają się wystygłymi, nominalnymi chrześcijanami. Czy masz powody do wdzięczności Bogu?

W jednej z pieśni śpiewaliśmy kiedyś: „Jak często błagamy o pomoc, by Bóg zaoszczędził nam łez (…), a jak rzadko mówimy: dziękuję”. W modlitwach i pieśniach! Za dużo w nich próśb, a zdecydowanie za mało wdzięczności!

„Podejdźcie! Pokłońmy się, oddajmy Mu hołd” (w. 6a). Psalmista zachęca nas, żebyśmy zmniejszyli dystans pomiędzy nami a Bogiem, który zawsze chce być blisko nas. To zwykle my oddalamy się od Niego i chodzimy własnymi drogami! Jest to więc kwestia naszej żywej i intymnej relacji z Bogiem, która jest istotą chrześcijaństwa. Nie trzymaj Boga na dystans, podejdź bliżej, pokłoń się Jemu i oddaj Mu hołd. Tu chodzi również o naszą mowę ciała. „Uklęknijmy przed Panem” – woła Dawid (w. 6b). To jest postawa pokory i uniżenia przed wielkim Bogiem. Dziś tak rzadko klękamy w kościele. Coraz częściej modlimy się stojąc, na siedząco albo z rękami w kieszeniach. A kiedy ostatnio uklęknąłeś lub padłeś na twarz przed Panem? Na osobności, a nie na pokaz!

I wreszcie ostatnia rada Psalmisty: „Nie znieczulajcie swoich serc” (w. 8a). Żyjemy, niestety, w czasach bardzo niesprzyjających w sensie duchowym. Ludzie mają dziś nieczułe serca nie tylko względem innych ludzi, ale także – a może przede wszystkim – względem Boga. W oczach wielu ludzi dzisiaj Bóg wyblakł, stał się daleki i nieokreślony. Jest to jednak ludzki punkt widzenia. Jako ludzie wierzący Biblii z mocą podkreślamy, że nasz Bóg jest zawsze ten sam i taki sam: wielki, wszechpotężny, który jest żywym i działającym Bogiem w życiu tych, którzy Go znają i doświadczają Jego mocy, miłości, przebaczenia i bliskości. Mówię więc o naszej duchowej wrażliwości i gotowości na otwarcie serca przed Bogiem – naszym Stwórcą. Dzisiaj, teraz!

Jaki jest dzisiaj stan twojego serca i uczuć do Boga? Masz bowiem do wyboru: albo być wyblakłym, wystygłym, zrutynizowanym i nominalnym chrześcijaninem o nieczułym sercu, albo pełnym witalnych sił duchowych dzieckiem Boga, które stale zachwyca się swoim Ojcem w niebie, śpiewa Mu pieśni, wyraża również mową ciała swoją gorącą wiarę i przywiązanie do naszego Stwórcy.

Jeśli więc w twoim sercu coś przygasło, wystygło, spowszedniało lub wręcz się wypaliło, dziś nie znieczulaj swojego serca i otwórz je znowu na oścież. Niech najbliższe dni staną się okresem duchowego odświeżenia i wzmocnienia twojej osobistej relacji duchowej z Bogiem. A jeśli jeszcze nie powierzyłeś swojego życia Jezusowi Chrystusowi, możesz to zrobić dzisiaj – w swoim sercu – podejmując decyzję, która odmieni twoje dalsze życie. Zatem – za radą Psalmisty – „Chodźcie, zaśpiewajmy Panu! Wznieśmy okrzyk na cześć Opoki naszego zbawienia!”