Świąteczna bliskość serc

Są takie szczególne momenty w roku, na które czekamy cierpliwie i spodziewamy się wtedy przeżyć coś wyjątkowego, za czym w głębi duszy tęsknimy, czego jesteśmy głodni i bardzo spragnieni. Takim niepowtarzalnym czasem są zbliżające się święta – Pamiątka Narodzenia Pana Jezusa Chrystusa - która ma szczególny koloryt i niepowtarzalny nastrój, a której towarzyszą nawet specjalne pieśni, czyli kolędy znane na pamięć oraz miłe naszym uszom i sercom.

Unikalny charakter Świąt Bożego Narodzenia polega również na tym, że przypominają nam one o potrzebie bliskości z tymi, których kochamy i za którymi tęsknimy, szczególnie kiedy są daleko od nas, zarówno w sensie geograficznym jak i emocjonalnym. Jest to potrzeba zagłuszana przez wielu, ale też coraz silniej odczuwana przez ludzi, którzy zachowali wrażliwość serca i nie zgubili jeszcze głębokich ludzkich wartości.

Jedziemy więc czasem setki kilometrów lub lecimy samolotem tysiące mil, by spotkać się z najbliższymi przy wigilijnym stole, by pobyć i porozmawiać ze sobą, obdarować się prezentami, życzliwością i uśmiechem. A jeśli nie możemy być osobiście, wtedy zazwyczaj wysyłamy kartki lub SMS-y z ciepłymi życzeniami, albo dzwonimy do siebie i rozmawiamy przez telefon, by choć w ten sposób ukoić nasze tęsknoty i brak bliskości.

Jest w tych świętach coś wyjątkowego i magnetycznego, bo ludzie jakoś przyciągają się wzajemnie do siebie, choć na co dzień są często obojętni, zaganiani i nie mają czasu nawet dla najbliższych. Dobrze, że chociaż przez kilka dni w roku nie tylko zwierzęta „mówią ludzkim głosem”.

Niezwykła potrzeba bliskości jest tym, co wyróżnia te święta spośród wszystkich innych. Są oczywiście ludzie samotni, dla których ten okres to czas emocjonalnej udręki, którą chcą jakoś przetrwać przed telewizorem lub komputerem. Jednak zdecydowana większość ludzi lgnie do innych, a wigilijna wieczerza w gronie najbliższych i przyjaciół jest jakąś szczególną, świętą chwilą, którą chcemy nadal pielęgnować i wpajać naszym dzieciom i wnukom.

Ta głęboka emocjonalna potrzeba bycia ze sobą w czasie świąt kończących rok kalendarzowy ma swoje korzenie w fakcie, który te święta nam przypominają. Mianowicie w przyjściu na świat Zbawiciela, który zbratał niebo z ziemią, a którego nazwano nie tylko Jezusem, ale także Emmanuelem – czyli Bogiem z nami (Mat 1:23). To sam Stwórca zapragnął zbliżyć się do człowieka, przynosząc w nowonarodzonym Mesjaszu pokój na świat, a także radość, światło i zbawienie. Pasterze na polach betlejemskich usłyszeli bowiem wtedy niezwykłą wiadomość z samego nieba: „Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym (…). Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łuk 2:10-11 i 14).

Nie każdy z nas będzie miał to szczęście przebywać w gronie najbliższych w czasie wieczerzy wigilijnej. Niektórzy spędzą ten wieczór w samotności, inni na szpitalnym łóżku czy w celi więziennej. Jeszcze inni będą w tym czasie na dyżurze w pracy, gdzieś na statku pośród oceanu czy na zagranicznej misji – daleko od bliskich, od swoich. Szczególnie bolesne i smutne będą te święta dla tych, którzy ostatnio stracili kogoś ze swoich najbliższych. Jest jednak i dla nich pociecha płynąca z kart Pisma Świętego, w którym sam Pan Bóg mówi tak: „Króluję na wysokim i świętym miejscu, lecz jestem też z tym, który jest skruszony i pokorny duchem, aby ożywić ducha pokornych i pokrzepić serca skruszonych” (Izaj. 57:15). Zaś Psalmista Dawid zapewnia nas, że „bliski jest Pan tym, których serce jest złamane, a wybawia utrapionych na duchu” (Ps 34:19).

Ciesząc się bliskością tych, których kochamy i których spotkamy w czasie świąt, pomyślmy może również o tych, z którymi straciliśmy bliskie relacje. Choć z tytułu pokrewieństwa bliscy, stali się oni z różnych powodów - z ich czy z naszej winy - dalecy i obojętni naszym sercom. Może jednak warto byłoby wysłać kartkę, może zadzwonić czy nawet zaprosić na Wigilię, mimo, że nie robiliśmy tego od lat i nie czujemy się wcale z tym dobrze, bo sumienie wciąż nie daje nam spokoju. Może to jest nasz tata, mama, brat czy siostra, którzy czekają na taki telefon, na ciepłe słowo lub zaproszenie, choć nie słyszeli naszego głosu już tak długo? To wymaga odwagi przełamania się, odłożenia na bok pretensji albo poczucia doznanej od nich kiedyś krzywdy i bólu… czyli prawdziwego przebaczenia i gotowości do pojednania, które może być uwalniające!

Czas tych nadchodzących świąt, które ukazują nam serce pełnego przebaczenia Boga posyłającego na świat swojego Syna po to, by nam przebaczył i zaoferował życie wieczne, to niepowtarzalna okazja do odbudowania zerwanych relacji, zaleczenia zranień i zapomnienia tego, co nas oddaliło od siebie. Nie zmarnujmy tej okazji, wyciągnijmy rękę do zgody i pojednania. Zwyciężajmy zło dobrem, obojętność choć odrobiną miłosierdzia, mroki nieprzebaczenia rozświetlmy ciepłem swojego serca i nadzieją na trwałą odmianę! Wtedy te święta będą dla nas zupełnie wyjątkowe i niezapomniane, a sam Bóg się nad nami uśmiechnie!