Stawiaj siebie za wzór

Czy to w ogóle możliwe? Czy to zdrowe dla naszej duchowej higieny? Czy to dobry temat przewodni? Czy nie jest to zachęta do obłudy i oszukiwania siebie i innych? Jeśli jesteśmy uczciwi wobec stojących przed nami wyzwań, trzeba stwierdzić kilka niewygodnych dla nas faktów.

Stoimy wobec kryzysu autorytetów. Wszelkich. Politycy, sędziowie, dziennikarze, duchowni, nauczyciele – wszystkie tzw. zawody zaufania publicznego zostały ostatnio poddane ciężkim próbom. Ludzie nie ufają i mają ku temu powody. Dodajmy do tego nasze poczucie wewnętrznej słabości (osobiste i środowiska). Wiemy, kim jesteśmy, gdy nikt nie widzi – grzesznikami, potrzebującymi miłosierdzia. Jako przywódcy naszych zborów znamy lepiej niż ktokolwiek inny ich braki i słabości. Presja obowiązków, które przyjmujemy, bo ktoś je musi przecież wykonać, może jednak sprawić, że nie czujemy się dobrze sami ze sobą. Że dostrzegamy, że jesteśmy zagonieni i – zagubieni. Zmęczeni i niepewni, czy idziemy we właściwą stronę. Nasza uczciwość, poznanie siebie, każe więc zapytać, czy jest to fair i słuszne, aby stawiać siebie za wzór?

Chciałbym ciebie dzisiaj zachęcić właśnie w tym kontekście: TYM BARDZIEJ świat potrzebuje wzorców. A ty – możesz nim być! Tyle że musisz zrezygnować z pokusy przedstawiania siebie jako doskonałego i w pełni dojrzałego. Nie trzeba być doskonałym, by być wzorem; trzeba jednak być człowiekiem, który w swych słabościach faktycznie liczy na Boga – i jest to możliwe, by kimś takim być. Wtedy błogosławieństwo spłynie i na ciebie i na innych. Proszę i zachęcam, abyś miał (miała) ambicję kimś takim właśnie się stawać.

Do czego więc wzywa nas Paweł?

Zastanówmy się nad słowami, które odnajdujemy w tym wersecie. A więc, najpierw, bycie wzorem: to greckie słowo typos. Spotykamy je w J 20:25, gdy niepewny Tomasz prosi o znak gwoździ. Spotykamy je w 1 Kor 10:11, gdy apostoł Paweł tłumaczy nam, po co są historie Starego testamentu: dla przykładu (wzoru) dla nas. W Flp 3:17 Paweł stwierdza, że Filipianie mają być naśladowcami Pawła wg wzoru, jaki mają w nim, a w 1Tes 1:7, że Tesaloniczanie stali się wzorem dla innych. W 2Tes 3:9: Paweł daje przykład do naśladowania. W końcu, w 1Tm 4:12 Tymoteusz dowiaduje się, że ma być wzorem, a1P 5:3 dowodzi, że podobne zdanie co Paweł miał i apostoł Piotr: starsi mają być wzorem dla trzody. Widzimy też, że kontekstem naszego przewodniego wersetu są napomnienia do konkretnych postaw w zborze.

O co więc chodzi w byciu wzorem? Otóż mamy mieć w sobie coś wartego powielania, naśladowania; coś Bożego, wartościowego; coś, co uczy posłuszeństwa Bogu; realizowania Jego woli. To nasze powołanie. Tak, to oznacza ryzyko obłudy i udawania; tworzenia fikcji. Ale to prawdziwe ryzyko nie sprawia, że możemy zlekceważyć zadanie. Prawdziwa jakość zawsze stwarza ryzyko pojawienia się „tańszych” wersji tego samego. Dlatego, że prawdziwa jakość przyciąga, ale i kosztuje. Zawsze są tacy, co łudzą się, że da się mieć jedno, bez drugiego.

Po drugie, mamy się za wzór stawiać. To intencjonalne działanie. Greckie słowo parecho tutaj użyte oznacza przedstawianie/ pokazywanie/ nadstawianie. I tak jest użyte w Łk 6:29, gdzie nasz Pan każe nadstawiać drugi policzek. W Łk 18:5 opisuje naprzykrzającą się wdowę. W Dz 17:31: Bóg potwierdza (czyni jawną) swą wolę przez zmartwychwstanie Jezusa; a w 1 Tm 1:4 baśnie wywołują spory.

Wniosek? Mamy - na swoim przykładzie (godnym naśladowania) – uczyć chrześcijaństwa, rozmyślnie stawiając siebie za wzór. I najwyraźniej nie było to zadanie proste dla refleksyjnego i bardziej introwertycznego Tymoteusza – a jednak Paweł mu nie odpuszcza.

To BARDZO WAŻNE zadanie. Dzisiaj lekceważone ze względu na wyzwania, o których już wspomniałem. I które są prawdziwe. Dlatego wszyscy naśladują Chrystusa bezpośrednio – co wydaje się wobec tego nieustannego wezwania Pawła, aby Kościół posiadał żywe wzorce w swych przywódcach, nieprawdą, jeśli nie obłudą i udawaniem. MAMY dostarczać wzorów. Mamy być realistyczni.

Kiedy się nawróciłem, nie miałem zbyt dobrych wzorców męża w mojej rodzinie. Jako nowo narodzony, świeży chrześcijanin potrzebowałem coś ZOBACZYĆ. I najwyraźniej miałem to zobaczyć - i zobaczyłem, pomimo wszystkich słabości, które przy okazji również dostrzegłem – w zborze. Gdybym go nie odnalazł w zborze, nie miałbym skąd go wziąć.

Im bardziej nasze społeczeństwo kontestuje potrzebę wzorców, tym bardziej są one potrzebne! Ludzie muszą się gdzieś nauczyć żyć. Ludzie tego sami w sobie NIE wiedzą. Są zagubieni i samotni. Niepewni. Udają że wszystko jest OK, ale tak naprawdę nie potrafią żyć – bo nie mają gdzie się tego nauczyć. To wielki głód, wielka społeczna potrzeba. Dziś, gdy WSZYSTKO WOLNO, okazuje się, że jednocześnie nic nie ma znaczenia. Jeśli „Możesz być kim chcesz” - jak głoszą reklamy – to oznacza nieuchronnie, że nie jesteś nikim szczególnym, bo nie ma znaczenia, kim będziesz. Nic nie ma granic. Świat się rozpuszcza, rozpływa, rozmazuje. Ludzie umierają w środku, bo nie ma wzorców – nikt nimi nie jest; nikt ich nie stawia; i kościół również się w to wpisuje. „Religia jest zła, relacja dobra.” A kto widział relację? Brak jasnych zasad, brak porządku; absolutna akceptacja i niejasne wezwania do świętości, które można streścić zwyczajem modlitwy przed jedzeniem, okazjonalnym chodzeniem do zboru i wszystko jest OK. To tanie „chrześcijaństwo, które nikomu się nie sprzeciwia, ani nikogo nie gorszy” (Keller). A skutek to ŚMIERĆ i PRZEKLEŃSTWO. Co się sieje, to się zbiera. „Kto sieje dla ciała swego, z ciała będzie siał skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha będzie żąć żywot wieczny” (Gal 6:8).

Mamy stawiać siebie za wzór. Mamy mieć ambicję, by coś w nas było godne naśladowania. To nasze powołanie. Czy je przyjmujemy, czy odrzucamy?

Jak stawiać siebie za wzór?

Odpowiedzmy sobie na to bardzo praktyczne pytanie. Nasz werset daje nam kilka podpowiedzi. Po pierwsze, we wszystkim (w. 7). Czyli: we wszelkich okolicznościach. Nie ma sytuacji, która się do tego nie stosuje. Życie chrześcijanina ma być spójną całością. Nie chodzi tu o bezgrzeszność, ale o spójność. O poszukiwanie i odnajdywanie Boga we wszystkim, co robimy i kim jesteśmy; we wszystkich obszarach życia. Czy mamy wciąż takie ambicje?

Po drugie, w nauczaniu – i nieskażeniu, powadze. Zwrot ten jest różnie tłumaczony, ale generalnie, jako określenie nauczania: „W nauczaniu dbaj o prawość, powagę” (BE); „W nauczaniu zasad zachowuj prawość, godność” (EIB); „Twoje nauczanie niech się odznacza prawością i powagą” (Romaniuk); „W nauczaniu okazuj prawość, powagę” (UBG). Chodzi więc o to, iż nauczanie jest szczególnie ważne w procesie przemiany chrześcijan – ale właśnie wtedy i ze względu na to, że jest powiązane z życiem.

Ma się w nim objawiać nieskażenie. To greckie słowo aftarsia w 1 Kor 15:50 opisuje cechę wewnętrzną nowego, zmartwychwstałego ciała, a w Ef 6:24: chrześcijańską miłość, która jest niezniszczalna/ nieprzemijająca (wieczna). W końcu, w 2 Tm 1:10 nieśmiertelność (czystość, nieskazitelność), która została objawiona przez Chrystusa. Ma więc w tym nauczaniu ukazać się coś pozaludzkiego; Bożego, czystego; ponadnaturalnego. Mamy zwiastować Ewangelię taką, jaka jest; nie zadowalać się chwytami erystycznymi, czy darem wymowy; mamy modlić się o obecność w naszym nauczaniu czegoś, co wymyka się naszym własnym zdolnościom; co jest spoza nas; co przychodzi do nas, gdy zagłębiamy się w Słowo, i jakoś z niego wychodząc, nie pochodzi z nas. Czy mamy wciąż takie ambicje?

Ma się w nim objawiać również ciężar. To greckie słowo semnotes opisujące to, co ciężkie (a nie lekkie); treściwe, godne, poważne, znaczące, istotne. W 1 Tm 2:2 jesteśmy wezwani, aby żyć w pobożności i uczciwości (godności); w 1 Tm 3:4: biskup ma wpływać na swe dzieci, by właśnie były takie. To zwiastowanie więc ma być treściwe, a nie jedynie ciekawe, czy zajmujące. Konkret, nie pustosłowie. Coś, co nas samych dotyka, poucza. Stawia nam wyzwania; poucza, napełnia wartością Bożą; przyzywa, mobilizuje Bożym wezwaniem. Coś trudnego, ale właśnie dlatego cennego, co nie schlebia, ale przyciąga. W skrócie: coś Bożego. Z przetrawionego w życiu Słowa. Czy ciągle mamy takie ambicje?

Ma to w końcu być mowa szczera i nienaganna, która wytrąca argumenty przeciwnikowi z rąk – by nie miał nic złego o nas do powiedzenia (w. 7). To wyzwanie do ciągłego postrzegania siebie jako ktoś inny niż świat. Wyzwanie, które przeżywa wielki kryzys. Wyzwanie, które w związku z tym wiele kościołów odpuszcza sobie, godząc się pokornie (ale mało twórczo i mało odważnie) na fakt, iż niczym, albo mało czym, różnią się od świata – nie podejmując żadnej walki o to, by stało się inaczej. Naszego głównego hasła NIE DA SIE zastosować, jeśli przyjmiemy taką strategię.

Jak to zastosować dzisiaj?

Zastanówmy się nad zastosowaniem. Jak być „we wszystkim” wzorem, w naszym nauczaniu i postawie? Jak intencjonalnie stawiać siebie za wzór w naszym kontekście? Co robić, by nasze nauczanie miało Boży smak? By Boża treść miała swe świadectwo w naszym życiu? By nasze życie było pełne „szlachetnych uczynków”? A jednocześnie – byśmy nie żyli w obłudzie i fałszywym poczuciu własnej wyjątkowości?

Po pierwsze, przez bycie dla innych. Ta postawa jest sednem naśladowania Jezusa, który „wyparł się samego siebie”, „przyjął postać sługi”, „nie upierał się, by być równym Bogu” (Flp 2:6-7). Służ. Nie musisz być doskonały, aby być błogosławieństwem. Służ. „Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać, aniżeli brać” (Dz 20:35). Pomagaj. Słuchaj. Bądź przy innych. Módl się o nich. Nie musisz zbyt wiele udowadniać, gdy służysz. Służba sama dowodzi, kim jesteś. Tą postawą może wykazać się każdy chrześcijanin do nawrócenia - i nie da się jej w żaden sposób zastąpić.

Czy służysz? Jesteś dla innych?

Bądź zachętą. „Baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków” (Hbr 10:24). Zauważ („Bacz”) brata czy siostrę i zachęć. Jeśli jesteś przywódcą, Twoje słowa mają dla nich wielką moc zachęty!

Nie zapominaj o świętowaniu tego co uczynił Bóg i sukcesów innych. Warto celebrować ważne dokonania. Dla Ciebie również. Bóg o tym wie i nie jest ascetą. Nakazuje swojemu ludowi, następujące działanie: „Wydasz te pieniądze na to wszystko, czego zapragnie twoja dusza: z bydła, owiec, wina, napoju upajającego i wszystkiego, czego zapragnie twoja dusza i będziesz tam jadł przed Panem i będziesz się weselił, ty i twój dom oraz Lewita” (Pwt 14:26-27). Czasem brak nam radości, bo lekceważymy – lub skąpimy – by wydać pieniądze na odpowiednią oprawę cennych jubileuszy i świąt – zarówno własnych, jak zborowych. Nie uduchawiajmy tego, co należy świętować. Bądź wzorem przez wdzięczność! Wdzięczne serce to serce wolne, przyciągające, cenne. Zbieraj „pamiątki” (pomniki) na dzień zniechęcenia. Ps 136, który za refren ma słowa „na wieki trwa łaska jego!” przypomina różne Boże dzieła z historii Izraela. Może warto pisać własną wersję tego psalmu? „Dał mi nową pracę – albowiem na wieki trwa łaska jego! Rozwiązał problem z sąsiadem, albowiem na wieki trwa łaska Jego! Dał się zrozumieć z bratem w zborze, albowiem na wieki trwa łaska Jego!” Niech nasze życie przepełnia wdzięczna pamięć połączona ze świętowaniem tego, co uczynił w naszym istnieniu Bóg! W naszym istnieniu, bo nie tylko życiu – możemy przecież świętować założenie zboru, którego dokonali nasi ojcowie w wierze. Pilnuj ważnych dat: nawrócenia, chrztu, ordynacji. Ale i ważnych darów: małżeństwa, urodzin dzieci. Czas zainwestowany w pamięć o Bogu jest dobrą inwestycją.

Uwalniaj innych do sukcesu bycia użytecznym. „Niech się i nasi uczą celować w dobrych uczynkach, aby zaspokajać palące potrzeby, żeby nie byli nieużyteczni” (Tyt 3;14). TO realizacja Efezjan 4:12. Nie czytamy tam: „aby przygotować pastorów do dzieła posługiwania.” Czytamy: „aby przygotować świętych do dzieła posługiwania”. Największym sukcesem pastora jest służący zbór. Zbór zachęcony i kompetentnie poprowadzony do tego, by noga była nogą, oko okiem, a ręka ręką. Wtedy ciało działa, jak powinno. Wtedy dokonujemy skutecznie dzieła służby, a ciało samo się rozwija i mężnieje. To niezbędna cecha dobrego przywódcy (zamiast próbowania bycia niezastąpionym we wszystkim).

Staraj się o uczciwość, integralność, transparentność; przejrzystość. „Bóg jest światłością i nie ma w nim żadnej ciemności” (I Jana 5:6). „Nie ma u Niego żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jak 1:17).

Doświadczaj łaski i się do tego przyznawaj. Bez Rzymian 7:24 („Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?”) nie ma Rz 7:25 („Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego”). Doświadczaj smutku nad grzechem – ale i zadziwienia łaską. Ulgi przebaczenia. Wdzięczności za krzyż. Czy patrząc na ciebie ludzie widzą, że łaska Ci jest potrzebna? W twoich przykładach na kazaniach, rozmowach duszpasterskich? Wyznawaj swoje grzechy. Nazywaj w prawdzie siebie. Królestwo Niebios należy do ubogich w Duchu. Nie bój się słabości. Przepraszaj. Nie wykręcaj kota ogonem.

Nie bądź sam. Znajdź modlitewnego sojusznika. To może być grupa uczniowska. To może być inny pastor. Ale nie noś swojej służby samemu, bo jest po prostu za ciężka i ci to nie wyjdzie. Albo upadniesz pod jej ciężarem i coś sobie zrobisz, albo ją wypuścisz i z nią stanie się coś złego.

Nieustannie rozwijaj się w służbie (1 Tm 4:15). Wysiłek zmiany zyskuje szacunek, jest godzien naśladowania. Ćwicz się w pobożności: czyli w przygotowaniu do służby przez RÓŻNE (w tym nowe) umiejętności duszpasterstwa i kaznodziejstwa.

Wiarygodność w służbie wynika z doświadczenia. Im więcej doświadczenia, tym więcej bezpieczeństwa i stabilności w służeniu innym – i autorytetu w świadectwie. Stąd: (i) nie bój się nowości, (ii) udoskonalaj to, co znasz i umiesz! Np. kazania ewangelizacyjne, grupy uczniowskie, śluby, pogrzeby, poradnictwo. Nie udawaj, że wszystko umiesz, nie wstydź się, że musisz się uczyć, ale się rozwijaj! Ucz się cały czas. Słuchaj kazań, czytaj książki, jeździj na konferencje, traktuj przygotowanie do służby poważnie – zamiast udawać wrodzoną genialność. Nie bój się ujawnienia niekompetencji – ona i tak jest znana. Szukaj raczej szacunku przez jej ograniczanie.

Ćwicz się w ryzykowaniu. Inaczej będzie tobą powodował lęk, a lęk jest sługą wroga. Bojaźń Boża rzadko idzie w parze z komfortem. Zazwyczaj wymaga od nas kroków wiary. Abraham miał wyjść z tego, co znał, by zyskać Bożą obietnicę (Rdz 12:1). Ostatnio zrobiłem coś nowego – zorganizowałem konferencję o relacji między geopolityką a chrześcijaństwem z Jackiem Bartosiakiem. Nie wiem, czy wyszło dobrze, ale wiem, że to mnie zmieniło na dobre. Że się czegoś nauczyłem, że jestem gotów przez to do nowych zadań. Że Bóg może mnie wykorzystać w czymś, co wcześniej wydawałoby mi się niemożliwe. Trzeba podejmować takie wyzwania, by iść dalej. Jeśli popełnisz błąd lub upadniesz, wyciągnij wnioski. Bój się nie pomyłki, ale stagnacji i braku wniosków. Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu – o ile Go kochamy i szukamy Jego woli.

Poznaj swój charyzmat (dar łaski): Ef 4:7. Bądź w nim najlepszy. Nie staraj się być wszystkim. Kto jest wszystkim, jest byle jaki. Kiedy byłem początkującym kaznodzieją, chciałem głosić kazania ewangelizacyjne jak brat Henryk Skrzypkowski. Zajęło mi trochę czasu by zrozumieć, że nie będę – i że to jest w porządku, bo Bóg dał mi inne dary. Nie jestem jak On – ale On nie jest jak ja. Kiedyś przeczytałem zdanie, które uważam, że warto zapamiętać w kontekście służby właśnie: „Uwierz w siebie i zapomnij o sobie”. Uwierzę w to, że Bóg może i chce Ciebie użyć – że nie jesteś bezużyteczny, bo On wybrał działać w Tobie i przez Ciebie. I dokładnie z tego samego powodu – że to On jest obecny i działa w Tobie – zapomnij o sobie, bo to jemu należy się za to chwała – choć masz prawo z wiernej służby czerpać radość i spełnienie!

Wyostrzaj (precyzuj) swe przekonania. I doktrynalne i etyczne. Nie bój się konfrontacji z inaczej myślącymi. Konfrontacja zazwyczaj oznacza po prostu doprecyzowanie jakiegoś tematu. Módl się, czytaj, studiuj, myśl. Nie po to, by gardzić innymi, którzy mają inne poznanie, ale po to, by nie zgnuśnieć – i nie dać się wszechogarniającej politycznej poprawności i relatywizmowi. To zły duch naszych czasów – nie wprowadzajmy go przez obojętność naprawdę. Przykład: mówienie „Nie” - warto sprawdzić czy to ciągle potrafisz?

Szukaj adekwatności: „udzielania ludziom biblijnych odpowiedzi, za pomocą języka i form, które są w stanie zrozumieć, oraz przez wezwania i argumenty, których siłę odczuwają” (Keller). To trudne. Możemy ciągle podniecać się dyskusjami z XVI wieku, bo znamy argumenty, które wtedy działały. Ale jaka jest rozmowa między Bogiem a światem dzisiaj? I czy my w niej uczestniczymy? I czy mamy silne argumenty? Czasem prowadzimy debatę na tematy, które dla ludzi nie są ważne. Czy potrafimy im pokazać Boże Słowo na temat, który ich porusza? I czy potrafimy to zrobić z mocą i siłą przekonania – jak powinniśmy (Ef 6:20)?

Odpoczywaj. Zmęczony nie zrobisz więcej, raczej będziesz grzeszyć i popełniać błędy. „Zmęczenie czyni tchórzy z nas wszystkich”. Dlatego prześpij się, zanim podejmiesz ważną decyzję. Naucz się odmawiać „wrzutek,” gdy widzisz, że sobie z nimi nie radzisz. To pycha nie odpoczywać – i nie modlić się. I jedno i drugie to wyznanie własnej samowystarczalności lub kompleksu niepewnego przywódcy, który cały czas musi sobie i innym udowadniać swoją wartość. Pamiętaj, że Pan „i we śnie obdarza umiłowanego swego” (Ps 127:2). Odpoczywaj i wierz!

Wprowadzaj dyscyplinę i porządek. Zacznij od czegokolwiek: regularny spacer, 10 pompek, 10 przysiadów. Ostatnio słyszałem bardzo mądrą radę człowieka, który miał problem z dawaniem dziesięciny. Ktoś mu powiedział: zacznij od 1%. Jak to zastosujesz, spróbuj 2%. a potem 3%. I dalej – i nie musisz zatrzymywać się na 10%.

Naucz się marzyć. Apostoł Paweł marzył. Idąc do Jerozolimy marzył już o Hiszpanii i w związku z tym planował wizytę w Rzymie (Rz 15:24, 25). Jakie masz marzenia na najbliższe 5 lat? O co prosisz Boga? Jakie masz marzenia dla Zboru? Bez nich nie nakarmisz nadziei Twoich zborowników. Nie bądź jak niewidomy prowadzący niewidomego.

Stawiaj siebie za wzór. To możliwe i to właśnie wtedy, gdy jednocześnie uczciwie przyznajemy się do grzechu. Wciąż mamy BARDZO wiele. Możemy zmienić siebie i innych. Nie unikajmy tego zadania. To wielkie wyzwanie ale i wielkie powołanie. Stosujmy Bożą mądrość; doświadczajmy mocy Ewangelii i naśladowania biblijnych wzorców; żyjmy w Boży sposób – i niech to zmienia i nas i innych przez nas, dla chwały Królestwa naszego Pana, Amen.

Kazanie inauguracyjne XLI Krajowej Konferencji Kościoła