Królestwo, wspólnoty, zbory i narody

Gdy piszę ten artykuł, wybory wciąż są przed nami. Gdy go czytasz, Czytelniku, wszystko już jest jasne – przynajmniej na jakiś czas.

To dobry moment, aby zastanowić się, bez obaw, że ktokolwiek próbuje nami sterować, czy ukierunkowywać nas w stronę określonego wyboru politycznego, nad naszą odpowiedzialnością wobec narodu. Jaka ona jest? Czy jest? Choć te tematy są bardzo szerokie i nie da rady ich wszystkich poruszyć w jednym artykule, pozwolę sobie wskazać najważniejsze w tej dyskusji, moim zdaniem oczywiście, wątki.

Bóg chce ludu, nie samych jednostek

Jezus opisując swój plan mówi: „Zbuduję kościół mój” (Mt 1:18) (czyli: moje zgromadzenie), a nie: „powołam wielką liczbę uczniów”. Podobnie w Objawieniu, opisując wieczność, Jan pisze: „I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi” (21:3). Oni będą ludem. Lud to nie jest po prostu suma jednostek, jak ciało nie jest po prostu sumą narządów. Gdyby tak było, suma narządów owcy w rzeźni byłaby tym samym, co żywe stworzenie na pastwisku. Tak jednak nie jest. Lud, społeczeństwo, zgromadzenie, jest nową jakością, która owszem składa się z poszczególnych części, ale staje się czymś więcej niż tylko one same. Połączenie dwóch osób to nowa jakość jednego ciała (Rdz 2:24), która poprzez wzajemne uzupełnianie się potrafi więcej i jest silniejsza, niż suma każdego z osobna. Nakaz tworzenia kultury dostają jako team Adam i Ewa – mają się (wspólnie) rozmnażać i czynić sobie ziemię poddaną (Rdz 1:27). Potem w Rdz 2:24 dowiadujemy się jak to ma się dziać – poprzez powstawanie rodziny, wyjątkowej więzi jednego ciała pomiędzy jedną kobietą i jednym mężczyzną. Opisując to matematycznie, 1+1=2. Ale kiedy 1+1 weźmiemy w nawias (stworzymy z nich wspólnotę), to uzyskujemy następujące równanie: (1+1) =3. Okazuje się, że pojawia się wartość dodana. Tworzymy coś nowego.

Choć Biblia rozpoznaje wartość jednostki i mówi o jednostkowym powołaniu, nie popełnijmy błędu i nie zlekceważmy znaczenia, jakie Biblia przypisuje różnym wspólnotom. Lekceważenie znaczenia wspólnot w Bożym planie

Podmiotem Bożych przymierzy zazwyczaj były grupy ludzi. To Noe ze swoją rodziną i ich potomkowie (Rdz 9:1-7). To Abraham i jego potomkowie i błogosławione w nim narody (Rdz 12:1-3). To Izrael pod górą Syjon (Wj 20). To Rekabici, wierni poleceniom swego ojca, Jonadaba (Jer 35). To w końcu już wspomniani wszyscy Ci, którzy są w Chrystusie przez wiarę (Rz 5:15), a których znajdujemy w Jego zgromadzeniu – kościele (Mt 16:18). Ale podmiotem Bożego działania były również miasta – te sądzone przez Boga, jak Babel (Rdz 11), Sodoma i Gomora (Rdz 18-19), Jerycho (Joz 6), czy Chorazyna i Betsaida (Łk 10:13), ale i te ratowane, jak Niniwa (Jon 3), czy przyjmujące 72 uczniów (Łk 10:1-12). Bóg również określa przeznaczenie różnych narodów, głównie przez proroków (np. Babilonu w Iz 37, czy Edomu w Iz 63, Egipt w Jer 46, czy mieszkańcy Negebu w Ez 21. Bóg również czasem wprost określa polityków jako swoje sługi, i to co ciekawe, wcale niekoniecznie Żydów – np. Cyrusa w Iz 45, czy Nebukadnesara w Dan 2, ale i Żydów, jak Paszchur (Jer 20), czy Zorobabel (Agg 1). Bóg miał również bardzo często konkretne poselstwo do królów Izraela i Judy, o czym mówią nam historyczne księgi Starego Testamentu, właśnie ze względu na ich społeczny wpływ.

Podsumowując więc, Bóg zajmuje się wspólnotami – społeczeństwami, ich stanem, ich dobrobytem ale również i ich nieposłuszeństwem. Błogosławi je i przeklina. Jaki on jest? Co spotyka się z Jego błogosławieństwem, a co przekleństwem?

Boży plan dla społeczeństw

Widzimy go od samego początku. Trójjedyny Bóg powołuje do istnienia nie tylko poszczególne jednostki, ale również wspólnoty. W Księdze Rodzaju 1:27-28 widzimy nakaz tworzenia wspólnoty i kultury. Czytamy: „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które poruszają się po ziemi!” Przyjrzyjmy się tym wersetom, gdyż zawierają one najważniejszy plan Boży dla wszelkich wspólnot, w tym narodów i państw.

Zacznijmy od wersetu 27. Przeczytaliśmy, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Oznacza to, że jesteśmy w jakimś szczególnym sensie reprezentantem Boga na ziemi. Jesteśmy kimś-jak-Bóg dla świata. On nas zostawił na świecie, abyśmy – będąc do Niego podobnymi – działali jak Jego reprezentanci. Mamy więc szczególne zadanie, zadanie zarządzania, zadanie panowania nad stworzeniem.

Panowanie w różnych kulturach oznacza różne działania. Zwróćmy uwagę, że Bóg daje to zadanie w kontekście swojego błogosławionego działania wobec świata: siedmiu dni wytężonej twórczej pracy nad powołaniem go do istnienia. To oznacza, że choć panowanie jest wywyższeniem, jest również poważnym zadaniem.

Nakaz rozradzania się i rozmnażania

To pierwsze polecenie do Adama i Ewy. Mają się rozradzać i rozmnażać.

Wydaje się oczywiste i błahe. Wcale takie nie jest. Wystarczy spojrzeć na Europę Zachodnią, by sobie to uzmysłowić. A może i na nasze własne rodziny i młodych w naszych zborach?

Z czym wiąże się posłuszeństwo temu nakazowi? Z konkretnymi decyzjami w życiu. Bardzo kosztownymi. A konkretnie, z inwestowaniem nie w siebie, ale w kolejne pokolenie. Z ofiarnym życiem. Z rodziną, która łamie społeczne stereotypy 2+1, czy nawet 2+2, bowiem celujesz w 2+ile-Bóg-da, co może okazać się liczbą dość wysoką. Z rezygnacją z kariery, albo poważnym jej zagrożeniem, przez decyzję o macierzyństwie. I to wczesną, bo po 25 roku życia maleje płodność. Zegaru biologicznego oszukać się nie da, nie poczeka na Was. To Wy musicie zatroszczyć się, by za nim nadążyć. Z narażeniem się na ostracyzm społeczny i to czasem nie tylko poza zborem, ale i w zborze, wobec sióstr, które w czasie gdy twoja rodzina tonie w pieluchach, one toną w propozycjach nowego zatrudnienia. Braci, którzy może po cichu zazdroszcząc ci bycia ojcem tak szybko i dla tak wielu (jeśli Bóg Ci pobłogosławi wieloma dziećmi oczywiście), mają jednak znacznie więcej czasu na własny odpoczynek i hobby.

Skutkiem jednak takich decyzji jest nowa jakość spojrzenia na dzieci w zborze. I nowa jakość zboru – w perspektywie kilku lat, który staje się miejscem życia, rozwoju, nowych wartości i nowych służb. Ze smutnego, spokojnego miejsca osób skupionych na sobie, zbór staje się miejscem radosnym i dynamicznym. Zborownicy zmuszeni są do wychodzenia poza strefę własnego komfortu i uczenia się nowych dla siebie postaw, bardzo potrzebnych i przydatnych. Kościół, który nie potrafi inwestować w życie, inwestuje w śmierć. Może stateczną, dogmatycznie aseptyczną i godną, ale jednak śmierć. Życie rodzi życie, ale przez inwestycję i wysiłek, i nie inaczej.

Z czym wiąże się posłuszeństwo temu nakazowi w perspektywie narodu czy państwa? Ze stworzeniem takiej kultury, która CENI KOLEJNE POKOLENIE. Która traktuje dzieci jako błogosławieństwo. Która ułatwia, a przynajmniej nie utrudnia – przez wysokie podatki chociażby – posiadania potomstwa. Która innymi słowy, troszczy się o to, by narodu przybywało, a nie ubywało, zgodnie z błogosławieństwem Bożym danym Izraelowi na wygnaniu: „Pojmujcie żony i płódźcie synów i córki; wybierajcie też żony dla waszych synów, a wasze córki wydawajcie za mąż, aby rodziły synów i córki, by was tam przybywało, a nie ubywało” (Jer 29:6).

Z czym wiąże się nieposłuszeństwo temu nakazowi? Z ryzykiem utraty niepodległości i straty własnej tożsamości. To widmo stojące przed Europą. Państwa wyludnione tracą stabilność. Aby państwo mogło funkcjonować, potrzebna jest określona liczba ludności. Brak kolejnych pokoleń oznacza załamanie się działania państwa, czyli kryzys, czyli niepewność i lęk, czyli obniżenie standardu życia i zmusza to do ryzykownych decyzji zapełniania państwa przez migrację z innych narodów. Oznacza to oczywiste wyzwania związane z jakością pracy, ale również wizją życia – o czym za chwilę. Ciągłość tożsamości jest zagrożona.

Podsumowując więc, jest to zupełnie podstawowe zadanie każdej wspólnoty: zabezpieczenie następstwa pokoleń. Oznacza to wyzwanie przed przywódcami, którzy muszą TU i TERAZ myśleć o TAM i WTEDY. Problem w tym, że – jak pisze Kaznodzieja Salomona - „skoro nie ma natychmiastowej odpłaty za złe czyny, dlatego w sercu człowieka dojrzewa mnóstwo niecnych zamiarów” (8:11). Inwestowanie w kolejne pokolenie nie przynosi błogosławieństwa od razu. I na odwrót: lekceważenie tego zadania nie przynosi przekleństwa od razu. Dlatego często się je lekceważy. Nie pozwalajmy sobie jednak na „dojrzewanie w naszych sercach niecnych zamiarów”! Raczej, inwestujmy w kolejne pokolenia!

Co to oznacza w perspektywie politycznych wyborów? Prostą sprawę: powinniśmy wspierać polityków mających taką wizję rozwoju naszego kraju, w której widzimy jako priorytet troskę o następstwo pokoleń. Jeśli tej troski nie widzimy, to wybierając władzę lekceważącą ten priorytet, ściągamy sobie na głowę najbardziej oczywiste przekleństwo. I żadne gadanie tego nie odmieni.

Podobnie, nie zmieni tego nawet najbardziej skuteczna ewangelizacja. Jeśliby nawet nasze zbory podwajały się co 10 lat, o ile nie mamy w nich troski o następstwo pokoleń – przez inwestycje w nasze biologiczne dzieci – i tak jesteśmy skazani na śmierć. Nie mając bowiem troski o kolejne pokolenia, będziemy doświadczać przekleństwa, które teraz dotyka zindywidualizowany Zachód, gdzie większość dzieci wierzących osób – nawet z dużych zborów ewangelicznych, a może szczególnie z nich – odchodzi od Chrystusa idąc na studia. Ewangelizacja jest naszym świętym obowiązkiem. Królestwo Boże ma się poszerzać. Ale mamy również pamiętać, że obietnica zbawienia nie dotyczy tylko nas, ale również „dzieci naszych oraz wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2:39). Innymi słowy, mamy troszczyć się o naturalne następstwo pokoleń w naszych zborach w nadziei, że Bóg powoła z nich kolejne pokolenia chrześcijan. Mamy pamiętać, że Boży plan dla rodzin wierzących angażuje rodziny; że nasze dzieci w jakiś sposób są inne (1 Kor 7:14), a Bóg postrzega wiarę przepływającą z pokolenia w pokolenie w wierzących rodzinach jako coś jednego, a nie coś poszatkowanego przez kolejne decyzje nawrócenia (2 Tm 1:5).

Ochrona rodziny

Z tym pierwszym nakazem łączy się znaczenie rodziny. Z drugiego rozdziału Księgi Rodzaju dowiadujemy się JAKI JEST BOŻY SPOSÓB NA ZAPEWNIENIE PRZEMIANY POKOLEŃ. Przeczytajmy: „Potem rzekł Pan Bóg: Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego. (…) ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka. Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. (…) Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją i staną się jednym ciałem” (Rdz 2:1, 22, 24).

To rodzina, a konkretnie małżeństwo, czyli związek jednego mężczyzny i jednej kobiety, powstałe przez proces opuszczenia autorytetu ojca mężczyzny (w jakimś istotnym stopniu, dającym im własną podmiotowość), złączenia się (w tym i fizycznie) i stania się jednością; nową jakością, jednym ciałem – czyli nową tożsamością powstałą z ich zjednoczenia. To Boży pomysł na zabezpieczenie właściwego następstwa pokoleń, czyli nie tylko ich biologiczne powstanie, ale również proces wychowania – czyli wpajania w nich Bożych zasad i wartości (patrz: Pwt 6:7 i Ef 6:4).

Od początku rodzina jest atakowana przez grzech. Najpierw przez wynalezienie wielożeństwa przez Lamecha (Rdz 4:19), następnie przez zdrady, porwania i wiele innych. Prawo Mojżeszowe starało się ograniczyć szkody grzechu, zabraniając najważniejszych z nich, choć nie robiło tego doskonale, zezwalając na rozwody, wielożeństwo i powtórne małżeństwa. Nasz Pan przypomina, że „od początku tak nie było” (Mt 19:8). Daje swojemu kościołowi standardy zaczerpnięte właśnie z pierwotnego planu Bożego dla małżeństwa, choć czytając listy apostoła Pawła widzimy, że Kościół od początku mając swój wzorzec godził się na niektóre sytuacje od niego odbiegające.

Tak czy inaczej, widzimy w Biblii rodzinę jako błogosławioną strukturę, zarówno dla Kościoła jak społeczeństwa. Jej ochrona to ochrona Bożego wzorca dla następstwa pokoleń. Jej lekceważenie czy nawet zwalczanie, jak dzieje się obecnie w Europie, to ściąganie sobie na głowę przekleństwa. Szacunek do osób mających inne zdanie i lekceważących Boży wzorzec rodziny nie może nas prowadzić do duchowego samobójstwa. Czym innym jest przyzwolenie na prywatny grzech w ukryciu, a czym innym bierność wobec jawnego grzechu, czy jego promowania (1 Tm 5:24). Niszczenie Bożego wzorca rodziny to pójście szeroką drogą wraz z całym światem na zatracenie. Powinniśmy więc wspierać polityków i partie opowiadające się za błogosławieństwem i przeciw przekleństwu.

Nakaz panowania (poddawania sobie) rzeczywistości

Adam i Ewa, poza rozmnażaniem się, i napełnianiem ziemi swoimi potomkami, mają ją sobie czynić poddaną, poprzez panowanie nad różnymi zamieszkanymi sferami stworzonego przez Boga świata: ziemią, morzem, a nawet powietrzem.

Co to w praktyce oznacza?

To, po pierwsze, nakaz pracy. „Wziął Pan Bóg człowieka i osadził go w Ogrodzie Eden, aby go uprawiał” (Rdz 2:15). Ciekawe w tym wersecie jest pochodzenie Adama. On zostaje w Ogrodzie OSADZONY. Bóg wprowadza go w określoną, ograniczoną przestrzeń, którą ma rozwijać.

Czasownik „uprawiać” jest szczególny. Oznacza świadomą przemianę rzeczywistości. Adam nie ma zbierać upadłych na ziemię owoców. Raj nie jest projektem wegańskim. Bóg nie każe mu również zbierać owoców leśnych. Bóg nie nakazuje tutaj kultury zbierackiej, ale kulturę rolniczą. Czym jest rolnictwo? Świadomym sianiem określonych roślin, dbaniem o nie, uszlachetnianiem odmian. To zmiana tego, co zastaję, na coś lepszego, co angażuje mnie zarówno intelektualnie, twórczo, angażuje wyobraźnię i moce poznawcze, kreatywność i fizyczne działanie. Nie chodzi więc o to, by zostawić świat nietkniętym; wprost przeciwnie. Mamy używać zasobów stworzenia zmieniając je w cos nowego, innego, ale i cennego, i właśnie przez to okazujemy posłuszeństwo Bogu.

Widać, że to angażuje Adama również intelektualnie. Czytamy, że Bóg przyprowadza zwierzęta, „aby zobaczyć, jak je nazwie; a każda żywa istota miała mieć taką nazwę, jaką nada jej człowiek” (Rdz 2:19). Adam miał być twórczy w opisywaniu rzeczywistości. I ta twórczość Bogu się podoba; On chce, by człowiek te zwierzęta nazywał i ten autorytet potwierdza stwierdzeniem, że te nazwy mają je obowiązywać.

To wszystko oznacza, że praca jest błogosławieństwem. Bycie piekarzem, rolnikiem, programistą komputerowym, kimkolwiek, kto zmienia rzeczywistość – przynosząc jej błogosławieństwo – jest posłuszeństwem temu Bożemu nakazowi.

Oznacza to, że dobrze, gdy zbór angażuje się w to działanie. Oznacza to, że bycie miastem na górze i solą ziemi (Mt 5) wiąże się również z naszym zaangażowaniem w świat wokół nas. Jesteśmy wtedy dobrym świadectwem. Nasze powołanie w zadaniu panowania nad rzeczywistością potwierdza nasz duchowy autorytet i z nim współdziała. I zwróćmy uwagę, że tak jest. Uczciwy pracownik, solidny szef, troskliwy lekarz, sprawiedliwy nauczyciel, uczynny sprzedawca – te określenia dobrej jakości codziennej pracy potwierdzają nasz duchowy autorytet. Bo są posłuszeństwem naszemu Panu, który właśnie w tym wymiarze widzi jego spełnienie: „Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie, jako dla Pana, nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie” (Kol 3:24-25).

Oznacza to, że dobrze, gdy władze społeczne szanują pracę i są dla niej błogosławieństwem. Jak to w praktyce uzyskać, to bardzo szeroki temat i nie da rady go tutaj omówić. Na pewno oznacza to wszelkie działania, które do pracy nie zniechęcają. To zrozumiałe prawo, proste podatki, które da się uczciwie płacić nawet w sytuacji, gdy firma się dopiero rozwija. To prawo bez równych i równiejszych. To prawo stabilne i przewidywalne. Takie zasady podobają się Bogu, bo podoba mu się uczciwa i solidna praca.

Po drugie, to nakaz ochrony. Adam miał nie tylko uprawiać Ogród, ale i go strzec (Rdz 2:15). Nie wiem przed czym i jak miał strzec Ogrodu – to ciekawy temat, ale nie na dziś. Ważne natomiast jest to, że Bogu podoba się bezpieczeństwo tego, co powstaje. Owoce pracy mają być nie zabierane bez pozwolenia, czyli nie wolno ich kraść. Ludzie pracując, powinni mieć prawo do korzystania z owoców swojej pracy, jak człowiek błogosławiony przez Boga w Psalmie 128:2.

Ta funkcja zapewnienia ochrony jest znów, zupełnie podstawowa. Władza ma chronić! To jej sens istnienia. Władza ma prawo walczyć, ma prawo do przemocy – czyli działania wbrew woli jednostki, ma prawo nosić miecz – i to aby go używać, o czym przypomina Paweł w Rzymian 13:4 – ale właśnie po to, by strzec dobra wspólnoty. Ład i własność to oznaki błogosławieństwa. Ich istnienie oznacza, że możemy spać spokojnie, że nikt nam nie zabierze tego, co w swoim życiu wypracowaliśmy. A to wyjątkowo cenne. Ludzie, którzy biorą, czego nie położyli (czyli: nie swoje) i żną, czego nie posiali, słusznie budzą lęk (Łk 19:21-22).

Co to oznacza praktycznie? W perspektywie zborowej, ważne jest, aby pastorzy i starsi dawali (słusznie) poczucie bezpieczeństwa. By strzegli ładu i porządku. By zbór był miejscem, gdzie Boża sprawiedliwość i uczciwość jest szanowana i przestrzegana. W perspektywie społecznej, jest tak samo. Władza ma być uczciwa i chronić społeczeństwo, zarówno przed wrogami wewnętrznymi – jak nieuczciwi urzędnicy, złodzieje i oszuści – jak i zewnętrznymi – przez ochronę granic i dbanie o wojsko, które skutecznie odstrasza najeźdźców. To podstawowe zadanie władzy i nikt, kto się o to nie troszczy, nie realizuje Bożego planu.

W końcu, te dwa nakazy łączą się w jeden nakaz kultury. Kultura to system – mniej lub bardziej powszechny – który łączy społeczeństwo w całość, dając mu poczucie tożsamości, wartości, bezpieczeństwa i umiejscowienia w historii. To cechy rodziny Adama i Ewy; ich używany względem siebie język, opowieści o Bogu przekazywane dzieciom, to ich rytm pracy i odpoczynku, podział obowiązków, obcowanie z naturą, i wszystko inne, co składało się na ich życie w realizacji danego przez Boga zadania panowania nad światem. Kultura to jedność tych wszystkich składowych: następowania po sobie pokoleń, wychowania w określonych wartościach i wierze, podejścia do pracy i ochrony własnej ziemi i własnego spojrzenia na świat. Ktoś powiedział, że „kultura to to, co sprawia, że świat jest miejscem wartym tego, aby w nim żyć”. Kultura uzasadnia nasz wysiłek i mozół: sprawia, że możemy popatrzeć wstecz i powiedzieć: warto było. I popatrzeć w przód i powiedzieć: dzieci, idźcie dalej tą drogą.

Istnieją tożsamości rodzinne, lokalne, miejskie i narodowe. Wspólnoty tych samych losów i tej samej historii. Tego samego języka i tych samych przodków. Wydarzeń, które wpłynęły na nasze życie. Przekonań, wiary i wartości. Znaczeń, jakie przypisujemy określonym słowom. W końcu, aspiracjom i nadziejom, ku którym się wychylamy; na które czekamy i o które się modlimy. Nasz sposób odnoszenia się do innych i obrony przed innością. Stopień otwartości na zmianę i zakres tego, co uważamy za absolutnie bezdyskusyjne. Każda rodzina, wspólnota religijna, miasto czy naród, ma taką tożsamość i wyrażającą ją kulturę.

Trzeba dodać, że po Upadku w grzech w kulturze również wyrażają się różne negatywne cechy. Na przykład, bunt wobec Boga i jego zasad. Jak widać na przykładzie wieży Babel, bunt wobec Boga i jego władzy potrafi być silnie jednoczącą wartością i przez to również kulturotwórczą: „zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgałby aż do nieba, i uczyńmy sobie imię” (Rdz 11:4) Twórcy wieży Babel potrafili siebie zachęcać („I mówili jeden do drugiego: Nuże...” - Rdz 11:3), potrafili tworzyć nowe technologie („I używali cegły zamiast kamienia i smoły zamiast zaprawy” - Rdz 11:3), potrafili być całkiem skuteczni. Jednak, ostatecznie spotkało ich Boży sąd (w. 8).

Podobnie jest i dzisiaj. Są kultury bardzo twórcze, które jednak opierają swą tożsamość na buncie wobec Bożych zasad i wartości. Boży sąd przychodzi w czasie, często dopiero po kilku pokoleniach (jak było w przypadku mieszkańców Kaananu: Rdz 15:16). Dlatego ludzie wciąż próbują i wciąż realizują takie projekty. Współczesna Europa to powtórka z wieży Babel. Próba zbudowania samowystarczalnego świata bez Boga i jego wartości. Jak na razie prace wciąż idą do przodu, choć podstawa już się osuwa i pęka.

Jakie z tego wynikają zasady dla wspólnot? Dla zborów zasada jest prosta: nie płyń z prądem. Nie zgadzaj się na zanik Bożych wartości w społeczeństwie. Płyń pod prąd. Nazywajmy na naszych nabożeństwach i w naszych rodzinach rzeczywistość zgodnie ze słowem Bożym. Bądźmy wierni. Inaczej stracimy swój blask i słoność i zlejemy się w jedno z otaczającym nas światem. Musimy tworzyć swoją własną kulturę, własną wspólnotę, której zasady i wartości mogą być wyzwaniem dla kultury. Inaczej nasze świadectwo nie ma mocy. Inaczej nie jesteśmy Bożym zgromadzeniem, ale kilkoma jednostkami to tu, to tam. A suma jednostek nie ma obietnicy, że bramy piekielne ich nie pokonają. Musimy tworzyć Boża kulturę, aby Królestwo Boże – sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym (Rz 14:17) – mogły się w naszych powiązaniach i wartościach i zasadach objawiać i czynić je nowymi i rzucającymi wyzwanie światu.

Dla narodu, czy społeczeństwa: to dbałość o Boże wartości w życiu społecznym. Nie możemy popierać złodziei, czy partii, która jest na złodziei obojętna. Nie możemy popierać oszustwa, czy polityków, którzy są oszustami. To nie przyniesie nam błogosławieństwa. Nie możemy w końcu popierać partii, które występują przeciwko podstawowym wartościom biblijnym, takim jak prawo każdego człowieka do życia, czy odpowiedzialność każdej jednostki za swoje czyny (jedna miara dla wszystkich).

Powinniśmy również, dbając o to, by być błogosławieństwem dla różnych uchodźców i pogubionych ludzi, trzymać się mocno chrześcijańskich zasad i wartości również w wymiarze politycznym po prostu dlatego, że nie istnieją lepsze wartości, na których społeczeństwo można zbudować. Nasze chrześcijańskie i biblijne wartości, o ile sami się potrafimy ich trzymać i ich przestrzegać, o ile sami nie jesteśmy stronniczy, ale sprawiedliwi i uczciwi, są najlepsze. Nasza wizja władzy, władzy na wzór Jezusa Chrystusa, który jest władcą absolutnym, ale przy tym jednoznacznie sprawiedliwym i świętym a przy tym ofiarnym i umierającym za swój lud, jest wzorcem najdoskonalszym. I przekleństwem dla jakiejkolwiek kultury jest realizować inny wzorzec władzy, jak właśnie ten, ucieleśniony w przyjściu, życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, który przyszedł nie po to, by prawo rozwiązać, ale je wypełnić (Mt 5:17). Który pokazał nam Ojca, pełen łaski i prawdy (J 1:14). Dlatego szanując wszystkich, którzy Jezusa nie poznali, powinniśmy być Mu wierni, wierząc że jest błogosławieństwem nie tylko dla nas, ale dla wszystkich. I wpływać na naszą kulturę i społeczeństwo tak, aby wartości Chrystusowe, jako zwieńczenie wszelkiego dobra, stawały się błogosławieństwem dla naszego narodu.

Królestwo, wspólnoty, zbory i narody. Mam nadzieję, że po tym artykule widzimy, jak wielki mają na siebie te obszary wpływ. Królestwo wyraża się we wspólnotach i tym, co je łączy, nie tylko w naszych jednostkowych losach, choćby najlepszych i z zupełnym happy-endem. Chrześcijaństwo to nasze powołanie do tych wspólnot i w nich właśnie; powołanie do bycia jak kwas, który ma moc wszystko zakwasić (Mt 13:33). Bądźmy więc dla siebie nawzajem, odkrywajmy, że bardziej błogosławione jest dawać, niż brać; budujmy nową jakość, zarówno w naszych zborach, jak i narodzie, aby Królestwo Boże przychodziło w nas i przez nas, dla chwały naszego jedynego prawdziwego i niosącego ratunek ludzkości Pana, Jezusa Chrystusa, Amen.