Dwie ojczyzny naśladowcy Jezusa

Tak bardzo przywykliśmy do sytuacji po tej stronie śmierci, że trudno nam przestawić się na inną – tę po śmierci. A to dlatego, że tej drugiej nie doświadczają nasze zmysły, nie mamy z nią fizycznego kontaktu, nasze fizyczne ciała ciągle obracają się w doczesnym świecie. Jesteśmy obecni na wielu pogrzebach, ale nie byliśmy świadkami żadnego fizycznego zmartwychwstania. Kontrast między tym światem a przyszłym jest tak ogromny, że nasze ograniczone umysły nie są w stanie tego pojąć. O rzeczywistości po śmierci przekonują nas jedynie nasze wewnętrzne odczucia i świadectwa tych, którzy mieli możliwość spojrzeć poza jej zasłonę. Często nie wystarczają nam świadectwa proroka Izajasza (6,1-4), apostoła Pawła (2 Kor. 12,1-4) i apostoła Jana (Obj. 22,1-5). A jakże wiele o rzeczywistości nieba powiedział nam sam Jezus Chrystus!

Prawdziwa rzeczywistość

Objawienia Chrystusa w Jego niebiańskiej postaci są dowodem naszej przynależności do wiecznej, prawdziwej ojczyzny. Zobaczmy jak Jezus zachowywał się w swoim przemienionym ciele. Jego ciało można było dotykać, Maria w ogrodzie rozpoznała Jego głos, pojawił się w zamkniętym pomieszczeniu. Spożywał posiłek. Czy w niebie będziemy ucztować? Na pewno tak, ale nie będziemy zmuszani do tego głodem. Nie będziemy bezcielesnymi duchami, będziemy rozporządzać swoimi emocjami, pamięcią i możliwością uczenia się.

Nasze dusze będą takie jak były tu na ziemi. W czasie stworzenia stały się one bytami wiecznymi. A nasze zmartwychwstałe ciała staną się ich wiecznym domem. Stanowią one o naszej osobowości, pozwalają nam marzyć, czcić Boga, pamiętać. Potem zamieszkają one w nowym, przemienionym ciele, które już nie będzie się starzeć. Uwolnieni z niewoli grzechu, będziemy swobodnie oddawali cześć Bogu i Jego Synowi, naszemu Odkupicielowi, będziemy przeżywać nieopisaną radość i zadowolenie ze spełnionych obietnic Bożych. Wieczność ta już jest w nas teraz jako gwarancja wejścia do przyszłego świata.

Niebo jest miejscem prawdziwym

Jezus zapewniał swoich uczniów: „W domu Mojego Ojca jest wiele mieszkań. Gdyby było inaczej, powiedziałbym wam, bo przecież idę przygotować wam miejsce. A gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, znowu przyjdę i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (Jan 14,2-3). Teraz przygotowuje On nam miejsce i oczekuje na chwalebne spotkanie z nami. To On był współtwórcą tego świata, a teraz przygotowuje dla swoich odkupionych nowe miejsce. Niebo jest prawdziwym domem, bo dom jest tam, gdzie jest nasze serce. Dom jest tam, gdzie znajduje się kochana przez nas osoba. Nawet rodzinny dom, ale pusty, nie jest już naszym domem.

Jako pielgrzymi, zmierzający do nowej ojczyzny, naszego wiecznego domu, czujemy się na tym świecie bezdomnymi, obcokrajowcami. Chrystus też nie czuł się tu na ziemi jak w domu. Wiedział, że przyszedł z nieba i tam powróci, ponieważ tam był Jego prawdziwy dom. Tak samo bezdomnymi czuli się Jego uczniowie. Pozostawili za sobą swoje domy, pracę, rodziny, by wraz z Chrystusem zmierzać do prawdziwego domu. Misja Jezusa nie koncentrowała się wyłącznie na krzyżu. Krzyż i pusty grób były tylko drogą do otworzenia przed nami drzwi nieba, pozwoliły nam wyruszyć w podróż do domu. A dom, jak już wspomnieliśmy, jest tam, gdzie czujemy się bezpiecznie i wygodnie. W tym znaczeniu Jezus Chrystus był prawdziwym domem dla swoich uczniów. Jak długo z nimi przebywał, tak długo czuli się, że są w domu. Pouczał ich, jak mają żyć po Jego odejściu.

Kiedyś starsze małżeństwo, po wielu latach pracy misyjnej na obczyźnie, wracało do swego kraju. Razem z nimi wracał też ambasador tego kraju z małżonką. Gdy ambasador po uroczystym przywitaniu mówił o zaszczytnej pracy reprezentowania swego kraju, jego małżonka przyjmowała naręcze kwiatów, błyskały flesze aparatów fotograficznych. Tłum ludzi bił brawa i dziękował im za dobrze wykonaną pracę. Natomiast małżeństwa misjonarzy nikt nie witał. Starsi wiekiem ludzie samotnie przeciskali się do wyjścia. Wtedy żona misjonarza ze łzami w oczach powiedziała do swego męża: „Oddaliśmy całe życie służbie Chrystusowi, a jednak nikt nas nie przywitał i nam za to nie podziękował”. Jej wyrozumiały mąż, patrząc w przyszłość, powiedział: „Kochanie, my jeszcze nie wróciliśmy do domu”.

Życie skierowane ku wieczności

Koncentrowanie się na niebie nie jest ucieczką od rzeczywistości czy pobożnym życzeniem, lecz cechą prawdziwego chrześcijanina. Najwięcej dla tego świata uczynili ci, którzy koncentrowali się na świecie przyszłym. Niebo było ich punktem odniesienia, który zmieniał ich postępowanie. Jeżeli ktoś na przykład przygotowuje się do ważnego egzaminu, wtedy wszystko inne przestaje mu być ważne, ponieważ cała jego uwaga jest skoncentrowana na egzaminie. Podobnie jest z tymi, którzy przygotowują się na spotkanie z Bogiem.

Niebo ma być głównym celem naszego życia. Całe Pismo Święte koncentruje się na niebie. Już na samym początku Bóg obiecał Adamowi, że jego nieprzyjaciel zostanie pokonany (1 Mojż. 3,15). Pierwszy patriarcha Izraela, Abraham, „oczekiwał miasta zbudowanego na trwałych fundamentach, którego budowniczym i twórcą jest Bóg” (Hebr.11,10). Dawid oczekiwał spotkania ze swoim zmarłym synem (2 Sam.12, 23), a autor Psalmu 73 powiedział: „Prowadzisz mnie swoimi drogami, a potem przyjmiesz mnie do chwały. Kogo mam w niebiosach poza Tobą? Gdy jestem z Tobą, niczego nie pragnę na ziemi” (w. 24-25).

Jezus i autorzy nowotestamentowych tekstów kierują nasz wzrok ku niebu. A w ostatniej księdze Nowego Testamentu nasza uwaga jest kierowana na Boga, który wydaje wyrok na szatana, grzech i grzeszników, niszczy obecny, grzeszny świat, by przedstawić nowe niebiosa i nowa ziemię. Wiedząc o końcu skażonego grzechem doczesnego świata i nadejściu nowego, wiecznego świata, możemy żyć zupełnie inaczej. Niebo staje się wtedy naszym ostatecznym punktem odniesienia, co pomoże nam wznieść się ponad wszystko, co wiąże się z ziemią. Pan Jezus powiedział: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi...ale gromadźcie sobie skarby w niebie... gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i twoje serce” (Mat. 6,19-21).

Następują wtedy radykalne zmiany w zakresie naszego stosunku do wartości materialnych. Pewien obszarnik zgromadził wielkie bogactwa, zamierzając prowadzić dostatnie i wesołe życie, „ale Bóg oznajmił mu: Głupcze, tej nocy zażądają od ciebie twojej duszy! Czyje więc będzie to, co zgromadziłeś?” (Łuk.12,20). Był człowiekiem zapobiegliwym, ale nie myślał o wieczności. Nie zastanawiał się nad światem po śmierci. Myślał i działał tylko w zakresie doczesności, ale to, co czynimy tu z naszym bogactwem, zostanie ocenione przed sędziowskim tronem Chrystusa. To, co budujemy tu z drewna, trawy i słomy, zostanie strawione przez ogień (1 Kor. 3,12-13). Przetrwa jedynie to, co będzie budowane ze złota, srebra i szlachetnych kamieni, budowane na solidnym fundamencie, Jezusie Chrystusie, i będzie służyło ku Jego chwale.

Kierowanie naszych myśli na niebo zmienia nasz stosunek do cierpienia. Sama świadomość tego, że w końcu cierpiącym Bóg „otrze wszelką łzę” (Obj. 21,4), jest teraz dla nas wielką pociechą. Paweł napisał: „Liczę bowiem, że teraźniejszych cierpień nie można stawiać na równi z mającą nastąpić chwałą, która zostanie w nas objawiona” (Rzym. 8,18). Oczekując zapłaty za swoje cierpienia w tym życiu, łatwo możemy się rozczarować i zrezygnować z dalszego podążania drogą sprawiedliwości. Ale jeżeli wiemy, że to, co czynimy dla Jego chwały tutaj, że „trud nasz nie jest daremny w Panu” (1 Kor. 15,58), wtedy bez względu na okoliczności będziemy wytrwale podążali naprzód. Wyraźne widzenie drugiej strony pomaga nam trwać po tej stronie. „Każdy, kto pokłada w Nim tę nadzieję, oczyszcza się, podobnie jak On jest czysty” (1 Jana 3,3).

Ćwiczenie swoich umysłów

Życie, którego celem jest wieczność, to życie przez dłuższy czas świadomie przygotowywane do przyszłego świata. Życie skierowane na niebo nie jest instynktowne. Wszyscy rodzimy się ślepi na niebo i martwi duchowo wobec Boga. Wielu z nas przez lata pokonywało swoją ślepotę. Trzeba było podjąć wiele trudnych decyzji, by sprawy nieba i Boga stały się dla nas ważne. Nawet ci, którzy urodzili się w chrześcijańskich rodzinach, słyszeli o Jezusie i o niebie, czasem całą swoją uwagę kierują wyłącznie na ten świat. Żyją wśród ludzi, których umysły są skoncentrowane tylko na sprawach ziemskich. Dlatego nieraz trudno jest nam utrzymać swoją uwagę na tym, co niewidzialne, choć dobrze wiemy, że „to, co widzialne, przemija, a to, co niewidzialne – jest wieczne” (2 Kor. 4,18).

Chociaż biblijne terapie i ziemskie strategie są ważne, to jednak bardzo potrzebujemy niebiańskie perspektywy. Niebo jest jedynym miejscem całkowitego i ostatecznego uzdrowienia i wypełnienia. Zorientowanie ku niebu dopuszcza cierpienia tutaj, ponieważ nieraz Bóg pragnie przez nasz smutek dokonać czegoś, co inaczej nie przyniosłoby Mu takiej chwały. Jeżeli niebo nie jest motywacją naszej służby, wtedy nie tylko mamy ograniczony pogląd na pełnię swego życia, ale też nie jesteśmy w stanie pomóc potrzebującym. Przytłoczeni ciężarem tego świata nieraz nie jesteśmy w stanie wykorzystać swoich możliwości, ponieważ przyćmiony obraz nieba prowadzi do ubogiego życia.

Na początku powinniśmy zawsze być świadomi tego, że chociaż fizycznie jesteśmy na ziemi, to duchowo jesteśmy z Chrystusem w niebie. Paweł pisze: „Jeśli więc razem z Chrystusem zostaliście wskrzeszeni, szukajcie tego, co w górze, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Boga. Myślcie też o tym, co w górze, a nie o tym, co ziemskie. Umarliście bowiem i wasze życie jest razem z Chrystusem ukryte w Bogu” (Kol. 3,1-3). A więc musicie szukać tego i myśleć o tym, co was oczekuje w innym świecie, nie dać się zniewolić doczesności z jej problemami. Zostaliście wraz z Chrystusem wzbudzeni z martwych, więc już teraz jesteście w niebie. Niebo jest obecną rzeczywistością w waszym życiu, bo jest ono tam, gdzie jest Chrystus. Dlatego na innym miejscy Paweł radośnie stwierdza: „Jestem bowiem przekonany, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani to, co wysoko, ani to co głęboko, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu” (Rzym. 8,38-39).

Nowy świat w naszym życiu jest zarządzany przez Jezusa Chrystusa. Nasze życie jest terenem Jego panowania, kolonią zarządzaną przez rezydującego w dalekim kraju króla. Taką rzymską kolonią było miasto Filippi, położone na rubieżach cesarstwa. Jego mieszkańcy byli obywatelami dalekiego Rzymu, poddanymi panującego tam cesarza. Mieszkali w obcym sobie środowisku, ale rozmawiali językiem Rzymu, ubierali się zgodnie z obowiązującymi tam zwyczajami. Reprezentowali w tej kolonii swój kraj i bronili go. A gdy po zakończeniu swojej zaszczytnej i odpowiedzialnej misji wracali do Rzymu, witano ich jak bohaterów. Wracali bowiem do domu, za którym przez lata tęsknili. My też tak będziemy witani w czasie powrotu do swego wiecznego domu! Pisząc do chrześcijan w Filippi, rzymskiej kolonii, Paweł przypomina im: „Nasza zaś ojczyzna jest w niebiosach, skąd też oczekujemy Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa. On przemieni nasze poniżone ciało na podobne do swego chwalebnego ciała, mocą, którą może podporządkować sobie wszystko” (Fil. 3,20-21).