Czy pandemia to sąd Boga?

Rok 2020 przyniósł światu bezprecedensowe zjawisko pandemii oraz zmasowanej walki z niewidzialnym wrogiem, zwanym koronawirus Covid-19. Pierwsze przypadki wykryto w dalekich Chinach, ale wkrótce uznano je za globalne zagrożenie. Nastąpiła ekspresowa i totalna mobilizacja mocno zaskoczonych i całkowicie nieprzygotowanych służb, poczynając od medyków i naukowców, a na rządach państw niemal wszystkich państw świata kończąc. Na diagnostykę, leczenie i zwalczanie skutków przeznaczono ogromne środki.

Gdy piszę te słowa, wszyscy bez wyjątku - mniej lub bardziej, są dotknięci pandemią. Ludzie w różnych krajach globu muszą dostosować się do licznych ograniczeń, jak pozostawanie w domach dłużej niż sami by tego chcieli i niemożność spotykania się twarzą w twarz z innymi, aż po zamknięte sklepy, zakłady usługowe, placówki kultury i nawet parki oraz lasy... Nietypowy widok w polskim krajobrazie stanowią też puste kościoły… Ale bez wątpienia największe wyrzeczenia ponoszą lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni zajmujący się chorymi i umierającymi w szpitalach lub innych placówkach medycznych. To oni wraz z ekspedientami otwartych sklepów awansowali tym razem do roli bohaterów narodowych. 

Czy to sądy boże?

W związku z tą ponurą sytuacją niektórzy pytają: „czy pandemia oraz inne kataklizmy i tragedie, o których ostatnio tak często słyszymy to sąd Boga nad pogrążającą się w grzechu ludzkością?” Rzeczywiście, w ostatnich latach aż nazbyt często docierają do nas wieści budzące niepokój, a nawet burzące ukształtowany przez lata i pokolenia nasz świat. Można odnieść wrażenie, że w naszych czasach wydarzenia te jakby się nasiliły. A może po prostu dzięki globalnemu zasięgowi masmediów mamy więcej informacji na ten temat?

Przypomnę choćby niektóre z tych mrożących krew w żyłach wydarzeń, które zaskoczyły świat za mojego życia. W kwietniu 1986 miała miejsce eksplozja elektrowni atomowej w Czarnobylu (Ukraina). W 2011 roku potężna fala tsunami spowodowana podwodnym trzęsieniem ziemi zniszczyła inną elektrownię jądrową w Fukushimie (Japonia). Skutki tych apokaliptycznych katastrof będą w makabryczny sposób przypominać ludzkości o tragediach w postaci chorób popromiennych przez następne pokolenia.

11 września 2001 bestialski atak islamskich terrorystów na WCT w Nowym Yorku i na Pentagon w Waszyngtonie (USA) zmienił świat, w którym żyjemy jeszcze bardziej. Rozpoczęło się zwalczanie zorganizowanego terroryzmu, zaostrzono kontrole na lotniskach, rozpoczęła się wojna w Iraku itd. W odwecie nastąpiły liczne akcje terrorystów, spektakularne porwania i mordy oraz inne ataki. Nie sposób wymienić wszystkich, ale najgłośniejszym echem światowym odbił się ten na szkołę podstawową w Biesłanie (Osetia, Zakaukazie) we wrześniu 2004, na pociągi pasażerskie w Madrycie – październik 2004, w Londyńskim metrze – lipiec 2005 i wiele innych. Zamachy te pociągnęły setki ofiar w ludziach, spowodowały ogromne straty materialne, spowodowały psychozę społeczną i inne niezbadane konsekwencje.

Wielka fala tsunami spowodowana podmorskim trzęsieniem ziemi, która zaskakująco uderzyła w wigilię Bożego Narodzenia 2004 grzebiąc w swoich nurtach, co najmniej 250 tys. istnień ludzkich. Wśród nich były tysiące turystów z Europy i Ameryki, którzy wypoczywali na ciepłych plażach wysp Oceanu Indyjskiego. Rok 2005 przyniósł wieść o kolejnym trzęsieniu ziemi, tym razem w ubogim Pakistanie, a powodzie spowodowane potężnym huraganem dotknęły tym razem najbogatsze państwo świata. Najbardziej ucierpiał wtedy Nowy Orlean na Wschodnim Wybrzeżu USA, gdzie setki tysięcy ludzi zostało pozbawionych dachu nad głową tracąc jednocześnie dorobek całego swego życia.

To tylko niektóre tragiczne wydarzenia, które obiegły świat lotem błyskawicy i odcisnęły swoje piętno na zbiorowej pamięci. Można dodać do tej tragicznej listy powódź w Polsce (1997), którą pamiętamy wyjątkowo dobrze, bo dotknęła swoimi zniszczeniami wielu naszych rodaków i niektórych znajomych. Te wydarzenia z jednej strony przerażają, a z drugiej wyzwalają ogromne pokłady dobroci i pożytecznej inicjatywy.

Ostatnio jednak globalną panikę zasiał niewidzialny koronawirus, powodując realne zagrożenie zdrowia i życia milionów istnień. Zarówno tym zaplanowanym z zimną krwią atakom terrorystów, jak też niespodziewanym erupcjom żywiołów, czy w końcu wybuchowi pandemii w 2020 towarzyszyły niszczące psychikę i niosące śmiertelne zagrożenie skutki.

Czy kataklizmy i tragedie, o których słyszymy to sądy boże? Przecież był potop, czyż nie?

Fundamentalistyczne „wyrocznie”

Niektórzy kaznodzieje fundamentalistyczni zaczęli ferować nazbyt pochopne i przedwczesne, tym bardziej więc niczym nieuprawnione i szkodliwe społecznie, wyroki.

Amerykański tele-kaznodzieja, Jerry Falwell zasłynął w USA ze swoich upartych dążeń do ponownego wprowadzenia wcześniej usuniętej ze szkół amerykańskich modlitwy oraz zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Tuż po tragicznym w skutkach ataku terrorystycznym na bliźniacze wieże WTC w Nowym Yorku i Pentagon w Washington DC, zanim jeszcze pył zdążył opaść nad ruinami, on już zdążył ogłosić zza kazalnicy szklanego ekranu, w zaledwie kilka dni po masakrze totalnie zaskoczonej i pogrążonej w głębokiej żałobie Ameryce i światu, że był to „sąd Boży nad Ameryką za wyrzucenie Boga za nawias życia publicznego i szkół … ”.[1]

Tuż po katastrofalnym żniwie tsunami w Azji Południowej inny funadamentalistycznie myślący pastor amerykański wypowiedział się publicznie, że według niego „było ono karą za prześladowanie chrześcijan w tym rejonie świata”. Czy takie wystąpienia są uprawnione? Jeśli tak to w oparciu o co? Niewątpliwie dla zdecydowanej większości są wręcz żenujące i przynoszą jedynie straty chrześcijaństwu.

Sens cierpienia

Tragiczne zjawiska powodują niepowetowane straty, budzą grozę, przynoszą smutek, a także rodzą poczucie pokory oraz uświadamiają kruchość i przemijalność życia ludzkiego. Przede wszystkim powinny jednak prowadzić ludzi do zastanowienia i opamiętania. Chrystus mówił o kataklizmach jako o znakach, które będą poprzedzać jego powtórne przyjście na świat, ale nie mamy podstaw by rozumieć, że nasz Pan traktował je w kategoriach sądu bożego (Mt. 24; Mk. 13; Łuk. 21).

Jest też inne ważne pytanie: Jakie wnioski wyciągają ci, którzy przeżyli tragedie albo byli tylko ich świadkami (choćby na odległość medialną)? Sam pamiętam, jakie piorunujące wrażenie wywarły na mnie obrazy przekazywane w telewizji po wydarzeniach 11 września 2001. Brałem też aktywny udział w organizowaniu pomocy ofiarom powodzi we Wrocławiu w lipcu 1997. Mam jednak w głównej mierze na myśli kilka przykładów biblijnych, które dla ludzi rozsądnych stają się duchowym drogowskazem.

Przede wszystkim przykład Hioba. On cierpiał niewinnie. Stał się jakby zakładnikiem Szatana w jego egzystencjalnym sporze z Bogiem. Szatan twierdzi, ze Hiob kocha Boga, w zamian za to, co ma, ponieważ w istocie wiele od niego otrzymał: jest zdrowy, ma liczną rodzinę i wiele majętności. Szatan rzuca Bogu wyzwanie: „Skóra za skórę! Wszystko, co posiada człowiek odda za swoje życie. Wyciągnij tylko rękę i dotknij się jego kości i jego ciała, a na pewno będzie ci złorzeczył” (Hiob 2,4-5). Bóg wreszcie pozwala szatanowi dotknąć swego sługę. Hiob traci wszystko i … nadal ufa Bogu. Z jego ust nie wyszło ani jedno słowo przeciwko Stwórcy. Warto pamiętać, że w czasach starożytnych rozpowszechnione było przekonanie, że choroba i cierpienie były karą za grzech. Przypadek Hioba przeczy jednak tej tezie.

Pewnego razu do Pana Jezusa przyszli ludzie z wieścią o tragicznych wydarzeniach, które wzbudziły powszechny strach ówczesnych mieszkańców Galilei – Łuk. 13,1-5. Będąc poruszeni i przestraszeni pytali Mistrza z Nazaretu: „czy jest to sąd Boga nad grzesznikami?” Dlaczego niektórych dosięgła ta tragiczna śmierć? Czy byli większymi grzesznikami od innych? Co odpowiedział im Jezus? Zaskoczył ich, jak to miał w zwyczaju wskazując, że to właśnie pytający mają się opamiętać ze swoich grzechów…

Jaka pokuta?

Warto w tym miejscu zacytować „księcia” kaznodziejów Ch.H.Spurgeona, który powiedział: „Pokuta to nie jednorazowy huragan w życiu, który sprawia nawrócenie raz na zawsze. Większy żal za grzechy odczuwam dziś, po 30 latach po nawróceniu. Nienawidzę grzechu bardziej dziś niż wówczas. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z wielu rzeczy, dziś mam znacznie większą świadomość, że moje serce jest pełne występku... Żal za grzechy jest ciągłym deszczem, który w sercu prawdziwie wierzącego człowieka trwa całe życie. Nie przestanie on smucić się dopóki wszelki grzech zniknie na zawsze”.[2]

Pytanie do nas, którzy doświadczamy cierpienia lub jesteśmy świadkami cierpienia innych. Na ile nasze życie zmienia się? Czego uczymy się? Czy złe wieści skłaniają nas do refleksji i opamiętania? Czy potrafimy czytać znaki czasów, w jakich żyjemy?

Niech zarówno te tragiczne wydarzenia i złowrogie wieści, o których słyszymy, a obecnie także uczestniczymy, oraz cytowane wyżej teksty i przykłady biblijne skłaniają do zastanowienia się nad swoim życiem i opamiętania. Niech te przemyślenia prowadzą ludzi do zaufania Bogu, który niezmiennie pozostaje na swoim tronie i bacznie czuwa nad swoim stworzeniem – Ps. 121.

 

[1] CNN.com./U.S. z dnia 14.09.2001

[2] Spurgeon's Sermons From The Metropolitan Tabernacle Pulpit http://www.iclnet.org