Kamizelka ratunkowa

W życiu przechodzimy wiele szkoleń, instruktarzy. Jedne z nich są formalne i kończą się wydaniem certyfikatu, czy odbytym egzaminem. Inne są mniej formalne. Wiedzę zdobytą podczas większości szkoleń wykorzystujemy w pracy, czy w codziennym życiu. Pozwala ona niekiedy w zawodowym awansie, czy w stawianiu czoła życiowym problemom. Szkolenia, kursy poprawiają nasze kwalifikacje, uczą nowych umiejętności. Kurs pedagogiczny na przykład wykorzystujemy w pracy z dziećmi, czy młodzieżą. Kurs krawiecki uczy samodzielnego szycia. Wiedzę zdobytą podczas szkoleń na temat zdrowej kuchni z entuzjazmem wdrażamy w naszych domach. Mam koleżankę, która jest fizjoterapeutką. Uczestniczy w wielu kursach, które wspomagają jej umiejętności zawodowe. Obserwuję, jak z wielką pasją wdraża ona wiedzę zdobytą podczas kursów, szkoleń.

Są też takie instruktarze, szkolenia, na które się sami nie zapisujemy. Są one czasami wymagane z powodu wykonywanej pracy. Przykładowym kursem tego typu jest kurs BHP. Z jednej strony jest obowiązkowy. Z drugiej strony nikt nie ma pragnienia wykorzystania wiedzy zdobytej na tym kursie Podobnie, jak się mogę domyślać, uczestnik kursu samoobrony nie  marzy po jego ukończeniu o sytuacji, która da możliwość skorzystania z nabytych umiejętności. Analogicznie po ukończeniu kursu pierwszej pomocy, nikt nie życzy bliskim złamania ręki, czy poparzenia, aby móc sprawdzić nabyte umiejętności. Jednak bywa, że ta wiedza zdobyta podczas tych kursów ratuje ludzkie życie.

Podróżując  samolotem, każdy lot poprzedzony jest obowiązkowym krótkim instruktarzem, na temat właściwego zachowania się w razie wypadku. Instruktarz ten dotyczy poprawnego użycia maski z tlenem, czy kamizelki ratunkowej. Przeszkolenia te są w różnej formie w zależności od linii lotniczych. Forma tradycyjna, to pokaz uśmiechniętej stewardessy. Są też formy bardziej nowoczesne. Przykładowo, pasażerowie Katarskich Linii Lotniczych, oglądają zabawny krótki film z udziałem, sponsorowanych przez te linie, piłkarzy FC Barcelona. Forma tych instruktarzy zawsze jest przyjazna. Nie ma wystraszyć podróżnych potencjalnym zagrożeniem życia podczas lotu. Nie ma psuć radosnej atmosfery, panującej podczas podróży. Uśmiechy na twarzy i lekka forma sprawiają, że nie wybiegamy myślami do ewentualnej katastrofy. Widniejący nad głową napis „life jacket under your seat” – kamizelka ratunkowa pod twoim siedzeniem, jest po prostu napisem, obok prośby o niepalenie podczas lotu. Wiele razy przeszłam ten instruktarz. Jednak, za każdym razem po wylądowaniu, z ulgą odpinam  pasy i dziękuję Bogu za bezpieczną podróż. Niektórzy podróżni nawet biją brawo pilotowi, za bezpieczne lądowanie. Nikt z podróżujących nie czuje się zawiedziony, że nie miał okazji do sprawdzenia  wiedzy zdobytej podczas tego instruktarzu.

Nasze życie jest pewnego rodzaju podróżą. Możemy być pewni, że ten nasz życiowy lot, ta podróż dobiegnie końca. Warto więc zatroszczyć się o to gdzie jest ten mój „life jacket”. Co jest moją kamizelką ratunkową? Warto innych poinstruować, o tym gdzie jest ratunek.

Kilka lat temu podczas wielkanocnego świątecznego biesiadowania w sporym gronie, przy włączonym telewizorze padła uwaga jednego z gości. A co to za program podczas świąt? Taki film? O ukrzyżowaniu? Nie było już niczego bardziej stosownego na rodzinne święta? Takie sceny, gdy my tu chcemy spokojnie, radośnie świętować?  Byłoby miło, przy wielkanocnej kawie i tradycyjnym serniku, obejrzeć coś lekkiego, zabawnego. A tu krzyż i zakrwawiona twarz Chrystusa…

Coraz częściej nasze życie traktujemy jak radosną podróż, podczas której nie życzymy sobie psucia panującej miłej atmosfery. Podczas tej życiowej podróży, chcemy wszystko kontrolować i zadbać o to, by było przyjemnie. Tak też było za czasów Pana Jezusa. Jego słowa o konieczności krzyżowej śmierci psuły atmosferę, psuły ludzką wizję zwycięstwa, psuły ludzką koncepcję Królestwa Niebieskiego pośród apostołów. Pan Jezus jednak zdecydowanie i ostro przywołał do porządku Piotra, który próbował strofować Go mówiąc, Panie nie przyjdzie to na Ciebie. (Mar8:32)

Żyjemy jak w rozbawionym samolocie. Głoszona Ewangelia niekiedy brzmi jak łagodnie przeprowadzone szkolenie na okoliczność wypadku. Staramy się, aby informacja, o kamizelce ratunkowej pod siedzeniem, nie psuła nam zbytnio atmosfery życiowego przelotu.

Nasze ziemskie życie jest jednak kruche. Ten lot się zakończy niespodziewanie. Nikt nie zna dokładnego czasu przylotu na miejsce. Potrzebujemy instrukcji typu: śmierć i co dalej? Czy w tej instrukcji można ominąć niewygodny krzyż? Ozdobny, mały krzyżyk, jako kolczyk, czy wisiorek? Owszem, dopuszczalne! Co jednak  z ukrzyżowanym Jezusem, który psuje nam radosną atmosferę przy świątecznym stole? A przecież to jest jedyny ratunek.

Nie daj Panie, byśmy próbowali głosić Ewangelię bez krzyża, by czasami nie ranić czyichś uczuć. By było miło, przyjemnie i nie psuło atmosfery. Nie daj Panie, abyśmy próbowali przemilczeć krzyż w obawie o niezręczność.

To dzięki krzyżowi możemy być pojednani z Bogiem. To dzięki krzyżowi został zapłacony obciążający nas dług. Bez śmierci Jezusa na krzyżu, grzesznego człowieka czeka jedynie sąd. Bez krzyża jest potępienie, bo przecież „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej”, a „zapłatą za grzech jest śmierć”. Przystęp do Boga, pokój z Bogiem, usprawiedliwienie, tożsamość dziecka Bożego zyskujemy wyłącznie przez śmierć Jezusa na krzyżu. Dzięki krzyżowi po prostu żyjemy. Zatem tak, jak nie można pominąć elementu kamizelki ratunkowej, podczas szkolenia w samolocie, tak też nie można pominąć krzyża w dobrej nowinie o ratunku człowieka.

Pamiętajmy, że nie ma Wielkanocy, nie ma zmartwychwstania i zwycięstwa na śmiercią piekłem i szatanem bez krzyża, bez męczeńskiej śmierci Tego, który był bez grzechu. Jak napisał Paweł: „My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo”(1Kor1:23). Czy rozumiem istotę krzyża? Czym krzyż jest dla mnie? Niewygodną kamizelką ratunkową, która musi być pod moim siedzeniem podczas życiowego lotu? Czy może raczej powodem do chluby i dumy? Czy podczas świątecznego biesiadowania będę dumna jedynie z pięknie udekorowanego domu i suto zastawionego stołu? Czy szczerze powiem za Pawłem: „uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego”(1Kor2:2); „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić, z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany a ja dla świata”(Gal6:14)