Witamy na stronie | Przyjdź Królestwo Twoje w nas i przez nas

Pozostać w zwycięskiej drużynie

Wszyscy w głębi serca pragniemy wielkich rzeczy, chcemy sięgać po życiowe medale. Marzymy o sukcesach, o sławie. Chętnie podglądamy wielkich tego świata, by potem próbować ich naśladować w stylu życia, sposobie noszenia się, sposobie wypoczywania. Dzisiaj, dzięki szybkiemu dostępowi do informacji, dzięki portalom społecznościowym, mamy łatwy wgląd w życie innych.

To wzajemne podglądanie i próby naśladowania są wpisane w nasz naturalny sposób rozwoju. Tak zostaliśmy stworzeni, że uczymy się, zdobywamy nowe umiejętności właśnie poprzez naśladowanie innych. Współczesny świat korzysta z tej wiedzy o nas samych na różne sposoby. Mistrzowie w wielu dziedzinach mają swoich uczniów, swoich naśladowców. Zapotrzebowanie na super bohaterów jest aktualne w każdej epoce. Dzięki temu ciągłemu zapotrzebowaniu, super bohaterowie, prze duże i małe „s” kreowani są spośród polityków, naukowców, artystów, kucharzy, fryzjerów czy sportowców.

Ostatnie Mistrzostwa Świata Piłki Nożnej były okazją do wyłonienia bohaterów spośród piłkarzy czy trenerów. Dostarczyły one milionom ludzi na całej ziemi wielu emocji. Specjaliści od piłki nożnej komentowali zmagania piłkarzy. Uważne przyglądano się różnym stylom gry. Zostały policzone i porównane pokonane kilometry na murawach rosyjskich stadionów. Przeanalizowano wszystkie udane i nieudane próby strzelenia gola przeciwnikom. Publicznie oceniono kondycję i skuteczność mistrzowskich drużyn wraz z ich trenerami. Poza kondycją, skomentowano również fryzury i tatuaże bohaterów piłki nożnej. Wizerunki znanych piłkarskich gwiazd nadal są widoczne na wielkich bilbordach, na koszulkach, kubeczkach i innych gadżetach. Mali kibice kolekcjonują specjalne karty piłkarzy i marzą, by być jak Ronaldo czy Messi.

Pismo Święte zachęca nas również w wielu miejscach do przyglądania się innym, do naśladowania, które prowadzi do rozwoju. Jednak nie zawsze przykładami do naśladowania są wielcy tego świata. Salomon zachęca swoich słuchaczy do szczególnej uważności. Czytamy zalecenie, by przyjrzeć się mrówkom. Przyjrzeć się ich organizacji pracy, ich zapobiegliwości, pracowitości. Fragment ten został opatrzony tytułem napiętnowanie lenistwa. Nie jest łatwo czytać słowa, „idź do mrówki, leniwcze, przyjrzyj się jej postępowaniu, abyś zmądrzał…” (Przyp. 6:6-11). Na pierwszy rzut oka widzimy, że Salomon surowo piętnuje lenistwo. Obnaża jego objawy pisząc, „jeszcze trochę pospać, jeszcze trochę podrzemać, jeszcze trochę założyć ręce, aby odpocząć…”. Drzemanie, sen, założone ręce są oznaką unikania pracy, unikania wysiłku, oznaką postawy stanięcia z boku. Ta lekcja o zapobiegliwości i pracowitości płynąca z obserwacji mrówek była dość prosta i dosłowna do zastosowania przed tysiącami lat. Bowiem celem pracy było dosłownie zdobywanie pokarmu w czasie żniw i jego gromadzenie na czas zimy. Dzisiaj niezależnie od pory roku mamy dostęp do płodów ziemi. Postawa pracowitości nie sprowadza się jedynie do dosłownego robienia zapasów na zimę. Apostoł Paweł w sposób zrozumiały dla każdej epoki napisał, „kto nie chce pracować, niechaj też nie je” (2 Tes 3:10).

Z przyglądania się mrówkom płyną również inne lekcje. Salomon pisząc o mrówkach, wskazuje bowiem nie tylko na ich pracowitość czy zapobiegliwość. Warto dostrzec, że mrówka jest częścią wielkiej organizacji jaką jest mrowisko. Jest częścią wielkiej rodziny. Ta mrówcza rodzina funkcjonuje dzięki ściśle określonym działaniom poszczególnych mrówek na rzecz interesów całego mrowiska.

Tu warto wrócić do wspomnianych zmagań piłkarskich drużyn. Podczas pierwszego meczu Chorwatów na Mundialu, jeden z ich piłkarzy rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych. Pewnie nie czuł się zbyt doceniony, ponieważ, gdy na ostatnie minuty meczu chorwacki trener chciał go posłać na boisko, piłkarz odmówił. Po tym meczu, trener zdecydowanie zareagował na taką niesubordynację piłkarza, odsyłając go do domu. „Każdy z moich piłkarzy musi być w stu procentach zaangażowany. Bez tego nie będzie w zespole odpowiedniej atmosfery” - skomentował trener. Ci, którzy nadal śledzili piłkarskie mistrzostwa byli świadkami pięknej walki chorwackiego zespołu, który ostatecznie dostał się do finału. Drużyna ta stanęła na podium, zajmując drugie miejsce w Mistrzostwach Świata Piłki Nożnej.

Gdyby ów chorwacki napastnik przewidział, jak potoczą się losy jego drużyny, najpewniej przełknąłby własną dumę, czy poradziłby sobie z chwilową słabością, byle pozostać częścią drużyny walczącej o zdobycie tytułu mistrza świata. Zamiast tego, dostał przedwczesny bilet do domu i jedynie sprzed telewizora mógł widzieć, jak jego koledzy, po pasjonujących bojach, eliminują kolejnych przeciwników. Prasa okazała się bezlitosna. Owego piłkarza określono największym przegranym minionych mistrzostw. W komentarzach pisano, że na większą nagrodę zasługują pracownicy szatni niż ów piłkarz, będący formalnie w szeregach zespołu.

Jaka inna lekcja płynie z podglądania mrówek. One w bardzo zorganizowany sposób budują i tworzą mrowisko. Przyglądając się ich pracy widzimy jak w zespołach dźwigają one spore gałązki. Żadna z nich nie jest wystarczającą silna, by nieść ją sama. Podobnie bywa w życiu rodzinnym, w kościele, czy w zespole piłkarskim. Niektóre elementy nie są do dźwigania w pojedynkę. Mecze wygrywa się w zespole.

Dzisiaj w sposobach wychowywania dzieci, w osobistym rozwoju stawiamy na indywidualizm, na wyrażenie siebie jako niepowtarzalnej jednostki. To prawda, że każdy z nas jest wyjątkowy. Ta wyjątkowość jednak jest zupełnie bezużyteczna jeśli zabraknie wokół nas innych ludzi. Zgodnie z nauczaniem Jezusa, to dopiero bycie we wzajemnych relacjach i służenie innym, czyni nas wielkimi i wyjątkowymi. Słowo Boże zachęca nas, aby na wzór mrówek w mrowisku, być gotowym, by nosić brzemiona innych (Gal 6:2). Jak pisze Salomon, mrówki nie mają pana, władcy czy nadzorcy pilnującego porządku. Niech i ta obserwacja będzie dla nas zachętą, by bez nadzorowania włączać się w budowanie żywej budowli, jaką jest kościół, wspólnota.

Mamy czas wakacji. Jesteśmy już po lub może jeszcze przed swoim letnim urlopem. Jakie są moje wakacje? Czy jestem jedynie osobą obsłużoną, bo płacę, bo stać mnie? Czy jedynie kibicuję braciom i siostrom ze zboru – posyłając życzenia Bożego błogosławieństwa i wytrwałości w czasie pracy podczas obozu z moimi dziećmi, życzenia owocnej wyprawy misyjnej, życzenia mądrości na czas pracy w szkółce niedzielnej? Czy moja rola sprowadza się do roli kibica z trąbką, krzyczącego głośno: brawo nasi!

Urywając się z naszych życiowych mrowisk, z trwającego nadal życiowego meczu, z naszych rodzinnych, czy wspólnotowych odpowiedzialności, skazujemy siebie na samotność. Skazujemy siebie na oglądanie zwycięskich zmagań zespołów w pozycji jedynie komentatora czy obserwatora. Jak pisze Salomon, to właśnie włączenie się w mrówczą pracę zespołową chroni nas przed szeroko pojętą biedą, przed samotnością, a przede wszystkim przed egoizmem. Ta wspólna praca nie zawsze jest widoczna i faktycznie bywa mrówcza, niekiedy jest pracą w szatni. Jednak włączając się w nią mamy pewność na zwycięstwo w finale. Drużyna Jezusa nie jest ograniczona do kilkunastu najlepszych. Jest w niej miejsce dla każdego. Zwycięski wieniec jest dla wszystkich w tej drużynie. Pamiętajmy, że życiowe mecze nadal trwają, aż odwoła nas sam Jezus słowami, „…sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.” (Mat25:23).