Witamy na stronie | Przyjdź Królestwo Twoje w nas i przez nas

Na wyjeździe potrafię, a w domu nie.. Czyli o trwaniu w poznawaniu Słowa Bożego

___________________________________

Pisanie tego artykuły rozpoczynam w pociągu relacji Wisła – Warszawa. Wracamy z górskiej miejscowości po sześciu dniach spędzonych wspólnie z grupą młodzieżową z naszego kościoła (I Zbór KChB w Warszawie) i zaprzyjaźnioną młodzieżówką ze zboru w Białymstoku. Jesteśmy pozytywnie zmęczeni, połowa uczestników odsypia nieprzespane noce z uśmiechem na ustach, bo tego typu wyjazdy prawie zawsze okazują się sukcesem. Spędzamy na nich razem mnóstwo czasu, bawimy się, integrujemy, a punktem kluczowym dnia zawsze są wieczorne i poranne społeczności. W tym roku przerabialiśmy siedem listów dozborów z Objawienia Jana. Młodzież zawsze po tego typu wyjazdach jest zainspirowana i zachęcona do poznawania Słowa Bożego i stosowania go w swoim życiu... ale kiedy opadają pozytywne emocje i kolejne dni mijają, utrzymanie tej pasji nie jest łatwe.

Co zatem zrobić, aby stale być pełnym pasji dla Pisma Świętego i tym samym być bliżej Chrystusa? To pytanie, które stawia sobie prędzej czy później każdy, kto uczestniczył w podobnych wyjazdach. Chciałbym spróbować pomóc na nie odpowiedzieć w dalszej części tego artykułu.


Biblijne inspiracje
___________________________________

Apostoł Paweł pisze do Tymoteusza: „[..]od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany” (2 Tym. 3:15-17). Paweł pisząc o Pismach odnosił się do Starego Testamentu, ale myślę, że możemy te słowa tym bardziej zastosować dzisiaj wobec wszystkich 66 ksiąg Biblii. Czego się z nich uczymy o młodości i Piśmie?

Po pierwsze, wskazuje on na to, że Tymoteusz zna Pisma od dzieciństwa. To oznacza, że Biblia nie jest czymś, do czego trzeba dorosnąć, aby zacząć to rozumieć, jak Poradnik Krawcowej, który nie ma dla ciebie żadnego znaczenia jeśli obiektem twego zainteresowania nie jest maszyna do szycia. Jest to Księga, którą może czytać, rozumieć i stosować każdy, kto ma pragnienie poznawania Boga. Tak samo ludzie w sile wieku, jak i dzieci, rodzice i młodzież!

Po drugie, Paweł mówi, że Tymoteusz zna Pisma. Rozdział wcześniej wzywa: „Rozważ, co mówię, a Pan da ci właściwe zrozumienie wszystkiego.” (2 Tym. 2:7) Rozważ oznacza, że poznawanie Boga wymaga pracy. Tu nie chodzi o to, by czekać, aż na nas spadnie oświecenie, wręcz przeciwnie, Rozważ i wtedy: Pan da ci poznanie. Jeśli chcesz faktycznie trwać blisko Boga, to potrzebujesz stałego i bliskiego dostępu do Jego Słowa, które będzie w tobie pracowało. Niezbędna jest przy tym łaska Boża, ale z twojej strony potrzebna jest ciężka praca – rozważaj, a Pan da ci poznanie. Konsekwencją tego będziesz ty, jako człowiek Boży który jest doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.

 

Praktyka
___________________________________

Chcąc przekazać praktyczne pomysły na to, by nie wypalać się i nie zniechęcać, a raczej rozwijać w tym wszystkim, o czym była mowa, pragnę nieco skorzystać z porad, jakie znalazłem w książce What is a Healthy Church Membership? (Czym jest zdrowe członkostwo w Kościele?), autorstwa Thabiti M. Anyabwile, pastora związanego z ruchem The Gospel Coalition. Co zatem zrobić, by mieć korzenie duchowe głęboko zakorzenione w Biblii?

1. Praktykowanie codziennego tzw. cichego czasu jest tak oczywiste, że nie widzę potrzeby, aby to tutaj wspominać. Jednak co zrobić, gdy nie rozumiem czytanego tekstu lub nie potrafię go dobrze zinterpretować? Jeśli boisz się sięgać do nowych fragmentów Biblii, żyj przez tydzień tym co słyszałeś np. na niedzielnym kazaniu, grupie domowej czy spotkaniu młodzieżowym.

Wracaj w swoim czasie skupienia nad Słowem do fragmentów, które były omawiane, staraj się wyciągnąć z nich to, czego pastor czy lider nie miał możliwości omówić. Zapytaj się ich, jakie teksty możesz jeszcze przeczytać, aby lepiej zrozumieć dany fragment, albo co będzie omawiane w następnym tygodniu, by dobrze się do tego przygotować. Nie zamykaj się sam w swoim światku chcąc zrozumieć samemu Słowo. Jeśli widzisz, że idzie ci ciężko, włącz w to innych, a najlepiej tych, którzy są dla ciebie autorytetem w poznawaniu i interpretowaniu Pisma.

2. Rozmawiaj z przyjaciółmi na temat kazania, czy rozważania, jakie mieliście na grupie. Niech to, co słyszeliście, żyje w was jak najdłużej. Pogadajcie po nabożeństwie o tym, co najbardziej dało wam do myślenia, było nową informacją lub stało się wyzwaniem. Jeśli macie możliwość i chęci, wysłuchajcie jakiegoś kazania przez internet i wspólnie je omówcie. Tak jak w punkcie pierwszym, zachęcam, włącz innych do twojego rozwijania się w Bogu.

3. Inwestuj w dobre książki chrześcijańskie i rozbudowuj swoją domową bibliotekę. Pamiętam, że kiedy powstało w moim sercu pragnienie służenia Bogu, natrafiłem w internecie na wywiad z pewnym doświadczonym i długoletnim pastorem. Zadano mu pytanie, co poleciłby młodym ludziom, którzy pragną w przyszłości zostać kaznodziejami, a nie mają teraz możliwości pójścia dseminarium. Jego odpowiedź brzmiała: Czytaj tak dużo dobrych chrześcijańskich książek, ile tylko możesz.

Patrząc po kilku latach na moje życie i wpływ, jaki wywarły na mnie książki, w pełni mogę się z tym zgodzić. Zachęcam, niezależnie od tego, czym jest twoja służba – czytaj dużo i często dobre książki. Wielu autorów pomogło mi lepiej zrozumieć dany fragment biblijny, spojrzeć na niego z innej perspektywy, rozwinąć rozumienie wielu aspektów chrześcijaństwa, itd. Często ci ludzie przechodzili już dawno przez problemy, których ja doświadczam dzisiaj i dzięki Bogu znaleźli dobre rozwiązanie. Dlaczego zatem mam robić wszystko sam, skoro jest tak wielu, od których mogę się uczyć? Po raz kolejny, włącz innych do twojego rozwijania się w Bogu.

4. Prowadź notatki. Kup sobie fajny i drogi zeszyt, taki którego będzie ci żal, jeśli zobaczysz go po jakimś czasie leżący w kącie, i zacznij zapisywać to, czego uczy cię Bóg. Prowadź zapiski z kazań i grup, tak by później na ich podstawie łatwo przypomnieć sobie o czym była mowa. Zapisuj cytaty i przemyślenia z przeczytanych książek. Podziel się nimi z przyjaciółmi. W ten sposób pozostaną one z tobą na wiele dłużej i nieraz będziesz mógł z nich skorzystać w potrzebie. Jeśli chcesz zdać bardzo dobrze egzamin, musisz prowadzić pilne notatki i wracać do nich przed sesją. Czy nie o wiele bardziej powinniśmy dbać o nasze przygotowanie w Bożej szkole życia?

5. Wyrób sobie nawyk zadawania pytań. Wielki ewangelista Jonathan Edwards miał postanowienie, że nie położy się spać, dopóki nie znajdzie odpowiedzi na pytania, które go dręczyły lub przychodziły na myśl podczas studiowania Słowa. Widzę, że łatwo przychodzi nam zupełnie odwrotne podejście – nie rozumiem czegoś, fragment jest za trudny, nie wiem jak to zinterpretować, więc przeskoczę dalej, może później trafi się coś „co Bóg zechce mi powiedzieć”. Szukaj odpowiedzi na trudne fragmenty Biblii. Zadzwoń do swojego pastora z prośbą o wyjaśnienie, poszukaj w komentarzach, zapytaj innych, co o tym myślą, po prostu szukaj odpowiedzi. To co wydaje się nudne i niezrozumiałe to wciąż zapis Bożego przesłania dla człowieka. Znalazł się on tam celowo i z konkretnego powodu, dlaczego więc miałbyś wybierać sobie tylko to co łatwe i „lekkostrawne”, a bać się reszty?


Najważniejszy wniosek
___________________________________

W zasadzie z każdego z tych punktów wysuwa się jeden wniosek – nie bądź sam.
Współczesne chrześcijaństwo niestety poszło w drugą stronę. Dzisiaj skupiamy się przede wszystkim na tzw. „relacji” między Bogiem i człowiekiem. Pieśni, które śpiewamy zazwyczaj mówią o tym, jak pojedynczy człowiek (czyli JA) doświadcza Boga. Przy czytaniu Biblii skupiamy się na tym, co Bóg mówi do mnie. Z coraz bardziej rozpowszechnionej charyzmatycznej teologii płyną do nas wnioski mówiące o indywidualnym języku uwielbienia, który daje mi Bóg, abym nim się do niego modlił, inni ludzie dostają inny język, a oprócz tego Bóg mówi przez proroctwa, wizje itp. Wszędzie tam w centrum pojawia się JA. Co w takim razie z Kościołem? Po co nam on? Jest jeszcze potrzebny? Jeśli tak to do czego? Abyśmy spotkali się raz w tygodniu i pochwalili się czego MNIE uczy Bóg? Oczywiście, że nie. Bóg powołuje indywidualności, ale po to, by tworzyli jedno ciało – Kościół, który ma przypominać armię, a nie partyzantów w lesie. Albo podrygujących z osobna tańczących na dyskotece. „Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; Bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało...” (1 Kor. 12:12-13).

 

Skoro tak, to korzystajmy z tego bogactwa Kościoła i trwajmy w Chrystusie: nie jako JA, ale jako MY. Jeśli Bóg dał ludziom Kościół, a oni twierdzą, że uda im się żyć samemu, to czy nie jest to pycha? Chcesz trwać w dobrej relacji z Bogiem, być blisko Pisma, być człowiekiem modlitwy, zaangażowanym w służbę i uciekającym od grzechu? Włącz innych do twojego rozwijania się w Bogu, a nie pożałujesz.